Crowdfunding w ampfutbolu

Czy osoby po amputacjach mogą grać w piłkę nożną? Oczywiście, że mogą i to jeszcze jak! W 2011 roku ampfutbol zawitał do Polski. Od tego czasu powstało już pięć klubów, a na ostatnich Mistrzostwach Świata Polska wywalczyła czwarte miejsce… Tylko co wspólnego z ampfutbolem ma crowdfunding? Jeśli chcecie wiedzieć, przeczytajcie wywiad z panem Mateuszem Widłakiem- prezesem Stowarzyszenia Amp Futbol Polska.

Czytaj więcej

Koty wskakują do crowdfundingu

Koty od zawsze cieszyły się dość dużą popularnością, ale teraz są na dodatek jeszcze modne. Internet wypromował kota jako bohatera zdjęć, memów, ubrań etc. Kot wdrapał się też niepostrzeżenie do crowdfundingu. Na całym świecie, często właśnie dzięki finansowaniu społecznościowemu, powstają tzw. cat cafe. Jak to się stało, że także Polska może pochwalić się tego typu kawiarnią? Przeczytajcie wywiad z właścicielką Kociej Kawiarni Kociarni – panią Ewą Jemioło.

Czytaj więcej

Made in China, czyli crowdfunding po chińsku

Crowdfunding w Chinach ma jeden zasadniczy problem… jest w języku mandaryńskim, co znacząco ogranicza pole manewru. Nawet pomimo takiej przeszkody można coś ciekawego wyszperać, dlatego specjalnie dla Was przygotowałam crowdfunding’owe Chiny w pigułce.

Każdy socjolog wam powie, że najważniejszy jest kontekst, od tego więc zaczynam. Crowdfunding dobrze działa w tzw. rule-based system, gdzie zaplecze instytucjonalne jest mocno rozbudowane i ustabilizowane. Taki system funkcjonuje na Zachodzie – kolebce crowdfundingu. W Chinach natomiast mamy do czynienia z  relation-based (Guanxi) system, opartym bardziej na relacjach międzyludzkich i wzajemnym zaufaniu niż na instytucjach państwowych. O zaufanie jednak trudno w dobie transformacji, gdy system miota się pomiędzy centralnie planowanym a kontrolowanym kapitalizmem. Na taki mało stabilny grunt padł właśnie crowdfunding. Podstawowym problemem jest brak zaufania do tego mechanizmu zarówno zwykłych obywateli, ale może przede wszystkim, władz Chin. O ile mi wiadomo, crowdfunding w Chinach nie jest jeszcze należycie zdefiniowany i uregulowany prawnie, a ochrona własności intelektualnej jest, delikatnie mówiąc, na niskim poziomie. Projektodawcy ryzykują więc o wiele więcej niż ich koledzy z Zachodu. Rząd Chin walczy z nielegalnymi formami fundraisingu, co powoduje, że właściciele platform są bardzo wyczuleni na kwestie prawne. Szczególnie equity crowdfunding dzieli bardzo cienka linia od bycia poza prawem. Przykładem może być tutaj historia start-upu Meiwei Media. Firma musiała oddać inwestorom z powrotem wszystkie zebrane pieniądze, ponieważ w Chinach prywatne firmy nie mogły wtedy posiadać więcej niż 50 udziałowców (teraz liczba ta wzrosła do 200), a ta podobno uzbierała ich aż 1191. Takich spraw jest o wiele więcej, a kary bywają o wiele surowsze niż zwrot pieniędzy. Crowdfunding w Chinach przybiera więc nieco inną formę niż na Zachodzie. Projektodawcy korzystają z CF bardziej w celach marketingowych i dla zgromadzenia klientów do przedsprzedaży niż do zbierania funduszy na projekt. Chińczycy są zatem bardziej kupującymi niż inwestorami, chociaż ulega to powoli zmianie.

Jak na tak liczne ograniczenia, crowdfunding w Chinach rozwija się całkiem nieźle. W 2011 roku powstała pierwsza platforma CF – Demohour. Jednym z topowych projektów na tej stronie był film animowany One Hundred Thousand Bad Jokes, który wsparło ponad 5 tys. użytkowników. Ogromną popularnością cieszyła się również zbiórka na Smart Plug.

Kolejną dużą platformą jest Zhongchou. Na stronie można znaleźć dużo różnorodnych projektów, od nowych technologii po kampanie społecznościowe. W 2014 roku na tej stronie zamieszczono prawie 2 tys. projektów. Jeden z nich osiągnął 377% zakładanej kwoty. Co tak nabiło? Zapotrzebowanie na holograficzny telefon – Takee 1 Mobile Phone. Nie wiem jak wy, ale ja bym chciała go mieć.

Na JD Crowdfunding głównie znajdziemy projekty typu smart. Inteligentny rower, hulajnoga, zegarek… wszystko lepsze, nowocześniejsze i niezbędne do funkcjonowania w XXI wieku. Interesujący wydaje się też projekt przenośnego fizjoterapeuty – czyli rozgrzewającego pasa, do którego produkcji został użyty, tak uwielbiany dziś przez wszystkich, grafen.

Pomimo skrupulatnej kontroli i ograniczeń narzucanych przez państwo, w Chinach istnieje również kilka platform typu equity crowdfunding. Jeśli interesuje was bardziej ten model, możecie zajrzeć na AngelCrunch, Dajiatou, czy Yuanshihui. Znajdziecie tam przeróżne pomysły na sturt-upy: od firmy dostarczającej burrito do bardzo popularnych start-upów chcących działać na rzecz ochrony środowiska.

Istnieją też tzw. platformy wertykalne, które zajmują się tylko jedną kategorią projektów. W Chinach są to przede wszystkim: Musikid – projekty muszą być związane z muzyką, czy Tmeng– wspierający przemysł filmowy.

Chiny mają ogromny potencjał, by stać się crowdfundingową potęgą, to co ich hamuje to brak zaufania do tego mechanizmu. Pod koniec 2014 roku The China Securities Regulatory Commission wprowadziła pierwsze regulacje na temat crowdfundingu, ale musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim Chiny zaakceptują finansowanie społecznościowe. Ciekawe czy i w jakim stopniu państwo pozwoli swoim obywatelom na uwolnienie pokładów kreatywności.

PS. Z ubolewaniem muszę stwierdzić, że nie udało mi się znaleźć działającej anglojęzycznej platformy crowdfunding’owej, więc większość informacji pochodzi z artykułów i raportów. Jeśli macie ochotę bardziej zagłębić się w temat, chętnie podeślę linki.

Przekraczając granice – wywiad z podróżnikiem Maciejem Pastwą

Turystą może zostać praktycznie każdy, podróżnikami zostają tylko nieliczni. Jednym z takich nielicznych jest Maciej Pastwa- podróżnik, który odwiedzając ponad 90 krajów udowodnił, że można podróżować za niewielkie pieniądze, pomagając przy tym lokalnym społecznościom. Obecnie wraz ze Stowarzyszeniem Lepszy Świat, Maciej Pastwa chce odbudować jedną ze szkół, która runęła w czasie trzęsienia ziemi w Nepalu. Możecie im w tym pomóc, wspierając zbiórkę na Polak Potrafi. Ja natomiast porozmawiałam z Maciejem o …

Aleksandra Kosiorek: Skąd wzięła się u Ciebie pasja do podróżowania?

Maciej Pastwa: To się zaczęło jeszcze w dzieciństwie. Ja zawsze lubiłem podróżować.  Jak jeździłem do mojej babci na wieś, to zostawiałem tam swoje rzeczy, po czym ruszałem, że tak powiem w wioskę, po sąsiadach. Ponieważ ja mam dosyć dobry kontakt z ludźmi, taką otwartość, to powodowało, że zawsze postrzegałem świat jako przyjazny i zawsze miałem taką ciekawość, co się dzieje gdzieś tam dalej. Potrafiłem wejść do sąsiadów, powiedzieć dzień dobry i po prostu tam u nich być. Ja nie postrzegam podróży jako trudu. Ktoś mówi, jechałem autobusem 10 godzin, jestem zmęczony. Ja tego nie rozumiem. To jest taka pasja, zainteresowanie co jest dalej, co się chowa za tym kolejnym zakrętem, lasem, wzniesieniem… Z rodzicami też dużo podróżowałem, więc myślę, że to oni zaszczepili we mnie chęć podróżowania.

AK: Teraz bez porównania łatwiej jest wyjechać…

MP: Teraz to w ogóle jest eldorado. Ludzie młodzi prawdopodobnie nigdy tego nie zrozumieją. Bo ja mogę opowiadać, ktoś niby słucha, ale nie może w ogóle zrozumieć emocji. Kiedyś trzeba było się stawiać na komendzie milicji starając się o paszport, trzeba było udokumentować czy ma się zaliczoną służbę wojskową, no i niemal do każdego kraju trzeba było starać się o wizę. To kosztowało $20, a średnia zarobków u nas również wynosiła $20. Podróżowanie było naprawdę skomplikowanym tematem, a przekraczanie granic poniżające, gdzie często celnicy wywalali nam wszystko z toreb. Oni czuli się po prostu panami sytuacji. Jeżdżąc teraz po Europie w zasadzie czuje się, że stanowimy jedno wielkie państwo i podróżowanie na dowód osobisty jest niesamowitym ułatwieniem.

AK: Dużo ludzi mówi, że chciałoby podróżować, ale jest to bardzo kosztowne. Da się w obecnych czasach zwiedzać świat bez dużych zasobów finansowych?

MP: Oczywiście. Teraz podróżowanie jest znacznie tańsze niż kiedyś, ponieważ więcej zarabiamy. Teraz te ceny są bardziej wyrównane. Ale można też podróżować autostopem. Ja w swoim życiu przejechałem tak 60 tys. kilometrów. Podróżowałem autostopem w czasach, gdy w Niemczech na stacji benzynowej stało po 10-15 osób i to było w standardzie. Samochody zatrzymywały się niemalże jak taksówki i w ciągu jednego dnia można było przejechać nawet tysiąc kilometrów w Europie. Nigdy nie pytałem ludzi czy mnie zabiorą, bo uważałem, że jest to pewnego rodzaju wymuszanie wspólnej podróży, tylko zawsze stałem i czekałem, że mnie ktoś zabierze. Niestety autostop w dzisiejszych czasach zamiera.

Można tanio podróżować, tylko to wymaga dużego wysiłku, bo w momencie gdy zabieramy plecak i tam musimy spakować namiot, śpiwór, jedzenie itd., to nie jest to takie proste. Ja dwa lata temu wziąłem tani bilet lotniczy z Berlina do Lizbony i zabrałem ze sobą rower, który teraz ma już chyba z 15 lat i tym rowerem przyjechałem z Lizbony do Poznania, w sumie 5025 km. Od granicy hiszpańsko- francuskiej spałem wyłącznie na dziko, czyli na polach, w lasach… Oczywiście zasada jest taka, żeby nie hałasować, żeby nie śmiecić i żeby nie niszczyć. To są trzy święte zasady, których zawsze w swoim życiu przestrzegałem. W Skandynawii jest bodajże takie prawo, że wolno rozbić się na dwa lub trzy dni w obszarze niezabudowanym, bo oni tam uważają, że ziemia jest dobrem całego świata, a nie tylko właściciela. Więc podsumowując można naprawdę za małe pieniądze podróżować, tylko trzeba chcieć. Moim zdaniem ludzie szukają wymówek, żeby czegoś nie zrobić. A propos, byłem ostatnio na Woodstocku i był tam zaproszony pan Aleksander Doba- człowiek, który dwukrotnie przepłyną samotnie Ocean Atlantycki. Powiedział on, że to w młodych jest nadzieja, że po pierwsze trzeba mieć marzenie, po drugie plan i po trzecie trzeba dążyć do tego, by go zrealizować. Ale my często koncentrujemy się na tym, co nam się nie udało i tracimy na to bardzo dużo energii. Ludzie właśnie często mówią, że na podróżowanie trzeba bardzo dużo pieniędzy, bo się nie da tanio podróżować. My  jesteśmy tak silnie tego uczepieni, a każdy z nas może przecież wsiąść na rower, kupić niedrogie sakwy i jechać. Nie zgadzam się z opinią, że żeby podróżować trzeba mieć wielkie pieniądze. Trzeba być otwartym na świat i trzeba chcieć.

AK: A pracowałeś gdzieś po drodze?

MP: Nie. Ja nie pracuję od 8 lat. Kupiłem dom 20 lat temu, doprowadziłem do stanu użytkowania  i go wynająłem 8 lat temu- jest tam teraz przedszkole. A na terenie tej działki był garaż, ja go wyremontowałem i teraz w nim mieszkam. Mam w nim ogrzewanie podłogowe, kominek… i to jest dla mnie luksus, bo jak podróżuję to nigdy w takich luksusach nie śpię. Czasami sypiam w hostelach, ale generalnie mi jest żal tych pieniędzy, bo co ja takiego robię w tym hostelu- zasypiam, budzę się i za to mam zapłacić 20 euro? Szukam zatem noclegów najtańszych. W Europie największy problem jest właśnie z noclegiem. Można jednak podróżować z namiotem i spać na dziko. Od razu podpowiadam, że można się spokojnie umyć w butelce wody, z higieną nie ma problemu. Więc ja nigdy nie pracowałem podczas swoich podróży. Jeżeli pracowałem, to jako wolontariusz. Na przykład w Szwecji zaproponowali mi, że w zamian za pracę dostanę nocleg i wyżywienie, a dodatkowo przelot samolotem.

AK: Które z odwiedzonych przez Ciebie miejsc wywarło na Tobie największe wrażenie?

MP: Zawsze siedzi mi mocno w głowie Australia. Pojechałem tam 18 lat temu i całą objechałem autostopem- 24 tys. km. Na autostopie zdarzają się różne przygody, można trafić na wielu ciekawych ludzi, słuchać ich opowieści. Drugim takim miejscem jest Afryka. Jechałem w sztafecie śladami Kazimierza Nowaka. Zatrzymywaliśmy się w wioskach afrykańskich. W każdej bardzo chętnie cię goszczą. Jak prosisz ich o nocleg, to oni cię prowadzą do odpowiednika naszego sołtysa i on mówi, proszę bardzo, możecie tu spać. Tam się nikt o pieniądze nie pyta, bo te miejsca nie są turystyczne. W momencie gdy ludzie nie mają kontaktu z turystami tylko z podróżnikami, to im nawet do głowy nie przychodzi, żeby zapytać o pieniądze.

AK: A mógłbyś opowiedzieć o prowadzonym przez Ciebie projekcie wybudowania szkoły w Nepalu?

MP: Ja tylko wtrącę, że robiłem dużo różnych projektów na świecie. Stwierdziłem, że podróżowanie jest bardzo fajne, ale zadałem sobie pytanie, co ja mogę zrobić dla innych. Pewnego dnia narodził się w mojej głowie pomysł. Będąc w Ekwadorze zabłądziliśmy ze znajomymi w Parku Narodowym Cajas, dostaliśmy wprawdzie mapę z zaznaczonymi szlakami, ale nie było fizycznie naniesionych tych szlaków i jest tam bardzo dużo ścieżek przez które ludzie błądzą. Wtedy pomyślałem, żeby przyjechać do nich jeszcze raz i namalować im te ścieżki, to przecież proste. Zaproponowałem, że ja to wszystko opłacę, a oni zastanawiali się dwa tygodnie i nic nie wskazywało na to, że to się uda. Chcąc przekonać ich do siebie, zapytałem czy mogę im sprzątać ten park. A oni odpowiedzieli, że mogę, ale jako zwykły turysta, czyli musiałem płacić $10 za każdy dzień w parku. Ale miałem też trochę szczęścia, bo sześciu Ekwadorczyków w tym czasie zaginęło i po ich odnalezieniu władze parku zgodziły się, żebym malował te szlaki. I tak wymalowałem 56 km szlaków, ufundowałem przystanek autobusowy i całość tego projektu kosztowała mnie niewielkie pieniądze, bo 1500zł. Potem umieszczałem nalepki na promach na Amazonce w Peru, żeby ludzie nie wyrzucali śmieci z promu. Śmieci zalegają w rzekach przez dziesiątki lat. Zbierałem też i dostarczałem odzież dla uchodźców syryjskich. W sumie było tego 24 tony czyli 2 TIR-y. Trochę się w te wszystkie projekty wkręciłem. Jeśli chodzi o Nepal, to ja to trzęsienie ziemi 25 kwietnia przeżyłem osobiście w Indiach, 500 km od epicentrum. Po trzęsieniu ziemi pojechałem do Nepalu, żeby tym ludziom jakoś pomóc. Wtedy powstał pomysł budowy szkoły, bo tam się zawaliło kilka tysięcy szkół. W Nepalu jest ponoć 950 tys. dzieci, które nie mają gdzie się uczyć. Dojechałem do takiej wioski, która się nazywa Bakrang-6 i dowiedziałem się, że tam też runęła szkoła. Dużo budynków jest tam stawianych z gliny i ze skał, a to są oczywiście złe materiały na tereny sejsmiczne. Straty oblicza się na 10 mld dolarów, czyli na ponad połowę rocznego budżetu Nepalu. 80% Nepalczyków, żyje za 150 zł miesięcznie, a u nich wcale nie jest tak tanio jakby się mogło wydawać. Żeby zobrazować, w Polsce jedna cegła kosztuje 0,84 zł, a w Nepalu 0,50 zł. Większość Nepalczyków mieszka na wsi, w związku z czym to co zasadzą to jest ich. Kobiety tam często pracują w budownictwie, facet jest murarzem- fachowcem, a kobiety noszą w koszach cegły, piasek itd., pracują też w rolnictwie, gdzie potrafią nosić worki 50 kg po górach. Dlatego ja będąc tam na miejscu i widząc jak to wszystko wygląda, postanowiłem im pomóc i sprzedać swoje mieszkanie- kawalerkę w Poznaniu.

Jak widzę, że pod artykułem o naszym projekcie w Gazecie Wyborczej jest 2 tys. lajków wspierających naszą akcję, a patrzę, że na portalu Polak Potrafi, na którym zbieramy pieniądze, pieniędzy nie przybywa, to sobie myślę, że coś jest nie halo, bo nawet jak dostanę milion lajków to szkoły za to nie wybuduję. To jest dla mnie trochę przykre, że ludzie mają słabą świadomość przy pomaganiu. Na przykład wszyscy mówią, no nie, studenci nie mają pieniędzy. Ja mówię dobra, ale jak idę w piątek po Starym Rynku w Poznaniu, to widzę, że knajpy pękają w szwach. Piwo zwykle kosztuje koło 10 zł, a mało kto na jednym poprzestaje. Robimy to stosunkowo systematycznie, w związku z czym nasz mózg przyjmuje to jako normę, więc wydanie np.50 zł w jedną noc nas nie boli, a przekazując na cele charytatywne 5 czy 10 zł wydaje nam się, że daliśmy mnóstwo kasy, bo to jest dla nas coś wyjątkowego. Ja na przykład jestem wielkim fanem WOŚP i mam taki system, że każdą dwuzłotówkę, którą znajdę w kieszeni, przekazuję właśnie na ten cel. Wcześniej miałem problem ile im dać, a z tymi dwójkami uczę się uczciwości wobec mojej idei, mojej zasady. Bo WOŚP moim zdaniem zbiera bardzo mało pieniędzy… z drugiej strony ludzie mi zarzucają, że nie zbieram pieniędzy na polskie dzieci. Byłem na Woodstocku i tam zbieraliśmy na szkołę w Nepalu. Większość ludzi, która do nas podchodziła mówiła na szczęście, że robimy super robotę, ale byli też tacy, którzy przychodzili i mówili dlaczego nie budujecie szkół w Polsce. A ja mówię, że pewnie dlatego, że za mało dzieci płodzisz i generalnie nie ma dla kogo tych szkół budować. Dążę do tego, że nawet kiedy zbieramy na polskie dzieci, tak jak to robi WOŚP, to w nas nie ma czegoś takiego, że dajemy więcej, bo to są nasze dzieci. Przy takim medialnym nagłośnieniu, zebranych pieniędzy powinno być o wiele więcej. Moim zdaniem Owsiak powinien w ogóle dostać Pokojową Nagrodę Nobla za to, co robi w Polsce.

A wracając do twojego pytania, my chcemy wybudować szkołę o powierzchni 500 m2 dla 300 uczniów z 14 salami i to ma kosztować 400 tys. zł. A pod Poznaniem teraz wybudowano szkołę dla 750 dzieci, na którą wydano 36 mln złotych. Czyli gdyby budowano ją dla 300 uczniów kosztowałaby 14.400.000 zł. My chcemy wybudować szkołę za 400 tys. zł, czyli o 14 mln taniej! Dlaczego taka rozbieżność? W Polsce jest oczywiście o wiele wyższy standard, są sale gimnastyczne itd.

AK: Skąd pomysł, żeby zebrać pieniądze na budowę przy pomocy crowdfundingu?

MP: Na pomysł wpadło stowarzyszenie Lepszy Świat z Poznania. Ja wystawiam swoje mieszkanie na sprzedaż w bardzo ładnym miejscu w Poznaniu, żeby dołożyć do budowy szkoły. Ono jest już wystawione od 3 miesięcy, ale zainteresowanie nim jest stosunkowo małe, może dlatego, że cena jest dosyć wysoka, bo 192 tys., ale jak ktoś będzie poważniej zainteresowany kupnem, to mogę tę cenę obniżyć do 178.tys. Na budowę szkoły potrzeba jednak więcej pieniędzy. My wymyśliliśmy kilka propozycji, jak to zrobić. Jedną z nich jest portal Polak Potrafi. Na tym portalu chcemy zebrać 100 tys. Niestety pochłania nam to dosyć dużo energii. Myślałem, że będzie dużo łatwiej, bo się na crowdfundingu nie znałem i myślałem, że oni za nas będą to wszystko kręcić, a okazało się, że to my musimy prowadzić kampanię. Ruszyliśmy też trochę w takim niekorzystnym okresie, bo ludzie siedzą na wakacjach, wydają na nich więcej pieniędzy niż przeciętnie, więc i przekazują ich mniej. Z drugiej strony, są teraz projekty PAH i innych organizacji i fundacji,  które zbierają na pomoc dla Nepalu, więc jesteśmy jednymi z wielu w tym wielkim ruchu społecznym. Mam jednak nadzieję, że nasza zbiórka zakończy się sukcesem.

Kolejny pomysł jest taki, żeby uderzyć z naszą akcją do szkół. Nakręciliśmy filmik [o projekcie i sytuacji w Nepalu] i chcielibyśmy, żeby szkoły zamieściły go na swoim profilu, albo w jakiś inny sposób przekazali filmik rodzicom. Zależy mi bardzo na tym, żeby ludzie wiedzieli na co przeznaczają pieniądze, bo przy wielu zbiórkach nie ma podawanych konkretów. Jak pojadę do Nepalu budować tę szkołę, to będę robił dokumentację, zdjęcia, nakręcę jakiś mały filmik… Jak już budynek będzie gotowy, to chcemy wysłać ten filmik do szkół, które zaangażowały się w zbiórkę, z podziękowaniami i z informacją- popatrzcie, to powstało za wasze pieniądze. Bo to nie będzie moja szkoła, czy Stowarzyszenia Lepszy Świat, tylko to będzie szkoła wszystkich Polaków, którzy pomogli. Będąc tam chcę zrobić dokładne namiary GPS tej szkoły, umieścić je na filmiku i powiedzieć- posłuchajcie, jak będziecie kiedyś w Nepalu to pamiętajcie, żeby odwiedzić to miejsce. Część ludzi wpłaca nam pieniądze bezpośrednio na konto, chociaż wszystkich serdecznie namawiamy, żeby wpłacali pieniądze na polakpotrafi.pl/projekt/nepal, bo żeby je dostać musimy uzbierać zakładaną na początku sumę czyli 100 tys. Ta zasada jest dobra, bo ona nas mobilizuje do ciągłej aktywności. Staramy się docierać do ludzi różnymi kanałami, a media interesują się tematem.  Angażujemy też w to dużo znanych ludzi. Będzie można na przykład kupić cegłę podpisaną przez Pidżama Porno, Voo Voo, Anię Czerwińską, Aleksandra Dobę, Filipa Springera i innych.

AK: Masz już jakieś plany na to, co będziesz robić po wybudowaniu szkoły?

MP: Jak na razie nie mam żadnych planów, bo wszystko będzie zależało od tego, jak ten projekt się uda. Nie ma 100% pewności, że znajdę kupca na mieszkanie, nie ma pewności, że uzbieramy na Polaku. Jest wielka wiara i tej wiary nie tracę. Muszę też zobaczyć jak się potem uda cała budowa. Ja generalnie działam impulsywnie i nie robię dalekosiężnych planów. Wcześniej miałem taki plan, że jak wrócę z Azji to chciałem, przejechać motocyklem Afrykę, ale skąd ja mogłem przewidzieć, że będzie trzęsienie ziemi i w mojej głowie pojawi się pomysł pod tytułem BUDUJEMY SZKOŁĘ W NEPALU. Marzy mi się jednak, żeby wrócić do Afryki. Na razie jestem skoncentrowany na tym, żeby wybudować szkołę i to jest moje największe marzenie.

Kiedyś za czasów PRL dostawaliśmy [z zagranicy] różne rzeczy mąkę, masło, ubrania… I mam takie poczucie, że teraz Polaków stać, żeby się odwdzięczyć za tę pomoc sprzed lat i dać coś od siebie. Pomaganie, nie ma co ukrywać, daje ogromną satysfakcję i świadomość, że pomagając ludziom, żyje się lepiej.

AK: Bardzo dziękuję i trzymam kciuki za zbiórkę.

Gdy research spotyka crowdfunding

Jeśli ludzie są w stanie zebrać ponad $55 tysięcy na sałatkę ziemniaczaną, to myślę, że uzbieranie pieniędzy na badania, które pomogłyby na przykład w leczeniu raka, wydaję się być całkiem realne (i bardziej przydatne). Żeby pokazać jak ogromny potencjał drzemie w research crowdfunding przygotowałam krótkie zestawienie zagranicznych platform zajmujących się tą tematyką.

Jednym z ciekawszych jest serwis o wszystko mówiącej nazwie – Experiment. Jakie są plusy takiej platformy? Dla projektodawców –  według założycieli, pieniądze ze zbiórki trafiają wprost do badacza, nie ma więc osób pośredniczących, jak to ma często miejsce w przypadku grantów. Dla wspierających – każdy projekt jest starannie sprawdzany przez pracowników serwisu, a kampania może ruszyć tylko wtedy, gdy projektodawca zgodzi się podzielić wynikami swoich badań. Takie podejście to świetna alternatywa dla badań prowadzonych na uniwersytetach w tradycyjny sposób, gdzie naukowcy dzielą się wynikami badań w swoim wąskim gronie. Tutaj nauka przestaje selekcjonować, kto ma prawo do danych i wiedzy. Wspierający może monitorować postępy w pracy naukowców, zadawać pytania osobom prowadzącym eksperymenty itp. dzięki czemu ma poczucie, że wpływa na przebieg badań.

A jest z czego wybierać… wśród 20 kategorii można znaleźć naprawdę mega interesujące projekty. Możesz zapobiec wyginięciu wielu gatunków zwierząt, wynaleźć sposób na szybszy rozkład plastiku lub znaleźć lekarstwo na nieuleczalną i rzadką chorobę, tak jak starają się to zrobić tutaj:

Kolejna platforma to Consano. Założyciele tego serwisu skupili się (tylko i aż) na projektach mających na celu zwalczanie różnego rodzaju chorób. Piszę o tej stronie głównie dlatego, że posiada ona dosyć wymyślną opcję. Można tam nie tylko być wspierającym, ale też zaangażować w kampanię osobę trzecią… Jak? Wysyłając kartę podarunkową z wybraną przez nas kwotą. Nasz obdarowany w ciągu 12 miesięcy od otrzymania karty podarunkowej może wybrać projekt, który chce wesprzeć. Wspierający za jednym zamachem może więc pomóc w badaniach i przy okazji zobligować swojego znajomego do odwdzięczenia się za prezent – całkiem sprytne. A co się dzieje jeśli mail z prezentem trafi do spamu i nikt nie wesprze projektu? Twórcy portalu po roku zastrzegają sobie prawo do wykorzystania tych pieniędzy na rzecz funkcjonowania ich firmy.

Następną platformą, o której warto wspomnieć jest Instrumentl. Wprawdzie nigdzie na stronie nie ma informacji, że panom naukowcom wstęp wzbroniony, ale przeglądając kampanie można znaleźć tylko panie w roli projektodawców. Myślę, że taka platforma to całkiem udany pomysł, zważywszy na fakt, że kobiet w świecie badań jest relatywnie mało. Odzywa się tu we mnie feministka, ale tego typu serwisy, mogłyby zachęcić kobiety do większego zaangażowania w przeprowadzanie badań i tworzenie kreatywnych rozwiązań w różnych dziedzinach nauki.

W research crowdfunding istnieje też dużo platform działających w oparciu o model udziałowy. Jedną z nich jest HealthFundr. Na tej platformie możemy inwestować w sturtupy związane ze zdrowiem. Twórcy portalu przekonują, że nie trzeba mieć szerokiej wiedzy na temat opieki zdrowotnej, by inwestować. Serwis współpracuje z ekspertami z różnych dziedzin, z którymi można porozmawiać przez telefon i zasięgnąć porady.

Niektórzy obawiają się, że zwiększona popularność crowdfundingu w świecie nauki, za kilka lat może doprowadzić do wycofywania się poszczególnych krajów z dotacji na badania. Istnieje też zagrożenie, że rozwój badań będzie ograniczony tylko do określonych dziedzin, które będą się dobrze „sprzedawać”. Ja jednak jestem w tym względzie optymistką i gdy widzę projekty firm typu Cell Therapy, gdzie dzięki crowdfunding’ owi jest możliwe wejście leku pozwalającego na regenerację serca np. po zawale, nie mam wątpliwości, że research crowdfunding jest jak najbardziej potrzebny.

PS Lista platform crowdfunding’ owych z kategorii scientific research jest dosyć obszerna, dlatego do opisu wybrałam tylko kilka – kto szuka ich więcej, ten znajdzie je tu.

PS2  Zdjęcie z http://www.slideshare.net/

Merytorycznie o porno z Antonim Ruszkowskim

Czy możliwa jest merytoryczna i szczera dyskusja o porno? Okazuje się, że tak. Mój rozmówca- Antoni Ruszkowski, właściciel sex shopu Kinky Winky i twórca projektu crowdfunding’ owego  Jak nakręcić porno?,  stara się podszkolić trochę polskie społeczeństwo w tym temacie i łamać stereotypy narosłe wokół przemysłu pornograficznego. Sprawdźcie, ile wiecie o gatunku filmowym jakim jest porno.

Aleksandra Kosiorek: Jak nakręcić porno? Czy każdy może nakręcić film porno? 

Antoni Ruszkowski: To tak jakby zapytać, czy każdy może nakręcić film. Z jednej strony tak, a z drugiej trzeba mieć jakiś pomysł, umiejętności, trzeba wiedzieć czego się chce, trzeba być odważnym, bo dzielenie się własną intymnością nie jest czymś łatwym, w szczególności w naszym społeczeństwie. Do kwestii merytoryczno-technicznych dochodzą również inne aspekty, o których nie ma mowy przy pozostałych gatunkach filmowych. Kwestie te szczegółowo opisuje Erika Lust w swojej książce. Wskazuje, by rozważnie dobierać ludzi, z którymi chcemy pracować, żeby się na pewne rzeczy nie zgadzać, żeby podpisywać umowy z performerami… jest zatem szereg aspektów, które trzeba wziąć pod uwagę. Zatem nie każdy może kręcić porno…

AK: Mógłbyś opowiedzieć o swoim projekcie na PolakPotrafi? Jak wpadłeś na pomysł przetłumaczenia książki Eriki Lust?

AR: Prowadzę sklep, który jako jedyny w Polsce bardzo mocno koncentruje się na prezentowaniu alternatywnych filmów pornograficznych, czyli na przykład takich, które tworzone są przez kobiety chcące przełamywać klisze obecne w głównym nurcie pornografii. Wybitną przedstawicielką tego nurtu jest właśnie Erika Lust. Jej twórczość jest bardzo ciekawa, podniecająca, odróżniająca się od klasycznej pornografii. Przez co jest doceniana na całym świecie. W momencie, gdy dowiedziałem się, że napisała książkę tłumaczącą jak krok po kroku nakręcić film pornograficzny to moim naturalnym odruchem była chęć przybliżenia tej publikacji polskim odbiorcom. Zbiórka społecznościowa była też próbą sprawdzenia czy ta tematyka będzie ciekawa dla czytelników, czy prasa będzie zainteresowana takim tematem. I to była geneza mojego pomysłu. A dlaczego wybrałem ten konkretny portal? Zbiórkę zorganizowałem rok temu i w tamtym okresie to właśnie PolakPotrafi wydawał mi się platformą o największym zasięgu. Uznałem, że na nim najłatwiej zrealizuję swój cel. Oczywiście miałem obawy, że tematyka erotyczno-pornograficzna spotka się z cenzurą, że moja akcja zostanie odrzucona, ale dano mi zielone światło, co na samym wstępie bardzo mnie ucieszyło.

AK: Byłeś zaskoczony, że zbiórka zakończyła się sukcesem, czy też od początku wiedziałeś, że to się musi udać?

AR: Do wszystkich rzeczy, które robię, staram się bardzo solidnie przygotować. Informacji i porad na temat tego jak przeprowadzić zbiórkę szukałem w sieci na długo przed rozpoczęciem pozyskiwania funduszy. Pomogła mi również znajoma, która miesiąc wcześniej z sukcesem zakończyła projekt na PolakPotrafi. Do samego końca nie wiedziałem czy mi się uda, do ostatnich godzin walczyłem o te pieniądze, ale ciągle wierzyłem, że zakładana kwota jest w moim zasięgu. I na szczęście się udało!

AK: To jedna książka może sprawić, że przeciętny Kowalski będzie umiał nakręcić film porno?

AR: To tak samo, jakby powiedzieć, że teoretycznie każdy może wejść na ośmiotysięcznik. A w praktyce jednak różnie z tym bywa. Oczywiście film łatwiej nakręcić, jeśli ktoś z doświadczeniem podzieli się z nami swoją wiedzą na ten temat. Erika Lust zawarła w e-booku przemyślenia z prawie dziesięcioletniej kariery za kamerą filmową (nigdy nie występowała w filmach, zajmowała się wyłącznie reżyserią). W książce dzieli się z praktycznymi wskazówkami i prowadzi nas za rękę po meandrach produkcji filmów pornograficznych. To przewodnik od A do Z, od etapu samego pomysłu – podpowiada jak tworzyć erotyczne scenariusze, po kwestie czysto praktyczne – chociażby takie jak budżet, catering, pozwolenia itd. Muszę przyznać, że na etapie zbiórki społecznościowej spotykałem się z ironicznymi komentarzami podważającymi potrzebę posiadania jakiejkolwiek wiedzy do tego, by nakręcić film porno. Bo czy nie wystarczy po prostu postawić kamerę przed ludźmi uprawiającymi seks? Otóż to nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Film pornograficzny rządzi się swoimi prawami i trzeba umieć go wyprodukować, tak samo jak każdy inny rodzaj filmu.

AK: Podobno e-book będzie można pobrać za darmo. 

AR: Tłumaczenie, redakcja i skład poradnika zostały już ukończone. Obecnie trwa jeszcze konwersja na formaty mobilne oraz tworzenie landing page’a do pobrania e-booka. Publikacja ma spory potencjał edukacyjny, dlatego bardzo mi zależało, by można ją było pobrać bez opłat. Do takiej formy dystrybucji obliguje mnie również otwarta licencja, na jakiej został wydany pierwotny tekst.

AK: Z tego co mówisz, to ta książka walczy ze stereotypami na temat pornografii.

AR: Z pewnością. Porno ma to do siebie, że jest otoczone tabu, licznymi stereotypami… Mam nadzieję, że dzięki tej książce można będzie rozmawiać o pornografii trochę bardziej merytorycznie. A w naszym kraju jest to szalenie trudne. Szczęśliwie raz na jakiś czas odbędzie się jakaś konferencja na ten temat, albo ktoś opublikuje wartościowy artykuł, ale z refleksją naukową czy merytoryczną dyskusją na temat porno w Polsce są nadal problemy. Na zachodnich uniwersytetach można uświadczyć osobne kursy, na których dyskutuje się o pornografii. A jest o czym rozmawiać, bo porno jest jednym z najstarszych gatunków filmowych w historii kinematografii. Pierwsze filmy tego typu zaczęły powstawać już pod koniec XIX wieku. To duża część naszej kultury, wizualny zapis przejawów naszej seksualności. Gatunek ten przez dziesięciolecia ulegał rozmaitym przemianom i z tego względu jest niezmiernie ciekawy. Warto go analizować i poznawać jego historię.

AK: A są w Polsce jakieś kursy lub książki poruszające tę tematykę?

AR: Jeśli chodzi o poważniejsze publikacje czy ciekawe artykuły, to można je policzyć na palcach jednej ręki. Szczęśliwie odbywają się cykle wykładów o pornografii, choć jeszcze nie można ich uświadczyć na polskich uniwersytetach. Sam czasem jeżdżę po kraju z wykładem o historii filmu pornograficznego, który był przedmiotem mojej pracy magisterskiej obronionej na krakowskim filmoznawstwie.

AK: Jak myślisz, czemu w polskim crowdfundingu praktycznie nie ma projektów związanych z seksem?

AR: Bo seks jest problematyczną kwestią. Ludzie mają z nim kłopot. Podejrzewam nawet, że wielu właścicieli sex shopów nie chciałoby pokazywać swojej twarzy czy udzielać wywiadów, z czym ja na szczęście nie mam żadnego problemu. Ponadto trzeba mieć odpowiedni pomysł, żeby było na co zbierać te pieniądze.

AK: Bo tak patrzę, że seks jest niby wszechobecny, ale on wciąż jest w Polsce tabu.

AR: Już dawno temu opisano tzw. zjawisko pornografizacji kultury. W dużym uproszczeniu jest to sytuacja, w której dyskurs popularny przesiąknięty jest różnymi elementami związanymi z pornografią. Gwiazdy porno zyskują status celebrytów, w telewizji możemy zobaczyć filmy dokumentalne o porno itd. Ale czy widziałaś w gazecie, na bilbordzie, czy w telewizji penisa w stanie wzwodu? Najpewniej nie widziałaś. Zmierzam do tego, że pornografia niby jest wokół nas, ale tak naprawdę nie mamy do czynienia z jej podstawowymi kodami ikonicznymi. W przestrzeni publicznej spotykamy się wyłącznie z dyskursem około-pornograficznym, z pornografią przemieloną przez popkulturę. W Polsce refleksja na temat porno jest niestety niewielka. Merytorycznego mówienia o seksualności również brakuje, choć tutaj sytuacja ulega na szczęście bardzo dynamicznej zmianie. Wydawane są liczne książki o seksie, prasa popularna staje się odważniejsza, zaś do telewizji, nawet do programów śniadaniowych, coraz częściej zapraszane są osoby, które o naszej seksualności potrafią mówić w sposób otwarty, szczery i niestereotypowy .

AK: Polacy w ogóle kręcą filmy porno, czy to bardziej działka Amerykanów?

AR: Kręcą, kręcą. Choć szczerze przyznam, że rodzime porno nigdy mnie nie interesowało od strony naukowej. Głównie z tego względu, że nie ma tak bogatej historii jak porno amerykańskie, a przy tym jest bardzo przaśne. Ale może książka, którą wydaję kogoś zainspiruje do twórczego działania. Byłoby wspaniale. Zwłaszcza, że za naszą zachodnią granicą organizowana jest wspaniała impreza, na której można się pochwalić własnym dziełem. W Niemczech co roku odbywa się Porn Film Festival Berlin, czyli najważniejsza impreza alternatywnej erotyki na świecie. Na te kilka festiwalowych dni festiwalu zjeżdżają się tam artyści z całego globu. To wspaniałe miejsce, w którym można zobaczyć niezwykle i bardzo różnorodne sposoby opowiadania o seksie.

AK: Każdy może przyjść na taki festiwal?

AR: Oczywiście. Pod warunkiem, że kupi bilet i ma 18 lat. Na początku byłem na tym festiwalu bodaj jedynym widzem z Polski. Teraz szczęśliwie się to zmienia.

AK: Jak scharakteryzowałbyś pornografię alternatywną? Co to takiego?

AR: Zaczęło się od Candidy Royalle, amerykańskiej aktorki, która na przełomie lat 70. i 80-tych występowała w klasycznych filmach porno. Zmęczona branżą doszła do wniosku, że chce tworzyć własne, odmienne filmy pornograficzne, nakierowane przede wszystkim na kobiecą widownię. Za nią poszły kolejne twórczynie. O tym nurcie można by długo mówić, ale po krótce wymienię kilka elementów charakteryzujących ową alternatywność. Pierwszą różnicę dostrzegamy w momencie wzięcia do ręki pudełka z filmem, jego okładka w sposób zdecydowanie mniej bezpośredni zdradza zawartość płyty. Odmiennie podchodzi się tutaj do zagadnień związanych z cielesnością poprzez stawianie na różnorodność. Odchodzi się od zunifikowanego wyglądu na rzecz ciał chudych, grubych, z bliznami, tatuażami, mamy osoby i starsze i młodsze, widać większy przekrój społeczny ludzi występujących na ekranie. Kolejnym elementem jest zwiększone poczucie realizmu. W klasycznym filmie pornograficznym mamy do czynienia z tzw. pornotopią, czyli ze światem przesiąkniętym seksem, któremu podporządkowany jest każdy niemal aspekt. Przykładowo jeśli w filmie mainstreamowym samotną panią domu odwiedza hydraulik to bynajmniej nie po to, by naprawić rurę cieknącą w łazience. Bohaterowie po kilku sekundach rzucają się po prostu na siebie i zdawkowa otoczka fabularna idzie w odstawkę. Natomiast w filmach alternatywnych kontekst dla seksualnej gry naszkicowany jest bardziej wiarygodnie, jest bliższy naszym codziennym doświadczeniom i nie obraża inteligencji widzów. Uwagę zwraca również spontaniczność na planie filmowym oraz odejście od sportowego, cyrkowego uprawiania seksu, którego akcja jest bardzo przewidywalna (seks oralny, kilka pozycji, wytrysk). Niezmiernie istotne jest również odmienne podejście do wizualizacji orgazmu. W klasycznych filmach przebieg aktu jest w dużej mierze skoncentrowany na męskiej przyjemności, zaś tutaj punkt ciężkości przesunięty jest mocno w stronę kobiet.

AK: Można w naszym kraju zarobić na seksie? Na przykład na sex shopie?

AR: Sex shop Kinky Winky prowadzę ponad trzy lata i z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Trudno mi mówić za wszystkie osoby z branży, bo każdy inaczej startował ze swoim biznesem. Przykładowo pieniądze na uruchomienie mojego sklepu pożyczyłem od mamy. Zaczynałem zatem z niskiego pułapu finansowego nie wiedząc czy mi się powiedzie. Ale się udało o czym najlepiej świadczy fakt, że w zeszłym roku z rąk klientów otrzymałem tytuł najlepszego sklepu erotycznego w Polsce. Można zatem zarobić „na seksie”. Tylko trzeba być cierpliwym i pracowitym. Klienci coraz chętniej przekonują się, że warto inwestować w produkty, które mają na celu poprawę jakości życia erotycznego. Podkreślam to nie bez powodu, bo  spotykam się czasem z komentarzami typu  jaki drogi gadżet. A ja mówię, jeśli lekką ręką potrafisz wydać 3000 zł na telewizor z konsolą do gier, to dlaczego dziwi cię wydanie 200 zł na przyzwoity wibrator? Świadomość tego, że gadżet który wkłada się w intymne części ciała musi odpowiednio kosztować nie jest jeszcze powszechna. I bynajmniej nie chodzi mi o to, by naciągać klientów na niebotycznie drogie akcesoria. Za ceną stoi jakość. Bezpieczne materiały, sprawdzona konstrukcja, odpowiednie atesty, czyli aspekty mające przełożenie na komfort użytkowania i zdrowie po prostu swoje kosztują.

AK: Trochę zdziwiło mnie, kiedy przeczytałam, że Twój sex shop działa w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Możesz powiedzieć skąd wziął się pomysł, żeby z nimi współpracować?

AR: Gdy wpadłem na pomysł otwarcia sex shopu z lekka przerażała mnie wizja opłacania „dużego” ZUS-u i załatwiania wszelkich formalności związanych z uruchamianiem firmy. Okazało się, że jest instytucja, która może mi pomóc w biznesowym starcie. Złożyłem prosty wniosek, a następnie zostałem zaproszony na rozmowę. Obawiałem się, że projekt zostanie odrzucony ze względu na wybrany przedmiot działalności, ale zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony otwartością na zaprezentowany pomysł. W rezultacie dzisiaj sytuacja wygląda tak, że gdy sprzedaję wibrator to na paragonie widać nazwę Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Bardzo sobie cenię możliwość działania w ramach tej organizacji. A korzyści jest wiele: niższe koszty działalności, rozliczanie spraw księgowych, pomoc w aspektach prawnych czy promocja w mediach.

AK: Polacy przekonują się, by mówić otwarcie o seksie?

AR: Myślę, że tak. W jakiejś mierze za sprawą nowego pokolenia osób zajmujących się seksualnością oraz rozmaitych organizacji, które prężnie działają na tym polu. W sieci można natrafić na blogi i portale, takiej jak na proseksualna.pl czy seksualnosc-kobiet.pl, które w przystępny i merytoryczny sposób opowiadają o seksie. Choć powszechnej edukacji seksualnej w Polsce nadal bardzo brakuje, to na szczęście są miejsca, w których znajdziemy odpowiedzi na wiele z nurtujących nas pytań.

AK: Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu.

Słów kilka o projektach growych – wywiad z Robertem Podgórskim

I jak tu nie lubić przeprowadzania wywiadów… tym razem rozmawiałam z Robertem Podgórskim – założycielem firmy BlackMoon Design. Wspiera on aktywnie crowdfunding’ owe projekty growe i komiksowe. Ponadto, dzięki jego kampanii na Wspieram.to, fani gier mogą cieszyć się grą The Few w polskiej wersji językowej. Poczytajcie co myśli mój rozmówca na temat projektów growych w polskim (i nie tylko) crowdfundingu.

Czytaj więcej

Motywacje projektodawców i wspierających do udziału w finansowaniu społecznościowym

Znaczenie motywacji jest dosyć oczywiste, ale jak tak dobrze się zastanowić to co konkretnie motywuje projektodawców i wspierających do udziału w crowdfundingu? Jeśli chodzi o projektodawców, ktoś powie to proste – pieniądze na realizację projektu. W przypadku wspierających jedną z bardziej oczywistych odpowiedzi jakie się nasuwają są nagrody lub udziały. Temat na szczęście jest bardziej skomplikowany, a zarówno za jedną grupą jak i za drugą stoi masa różnych motywacji. Między innymi dlatego przeprowadziłam badania, które rzucają trochę światła na tę sprawę*.

Projektodawcy

Przede wszystkim, oprócz finansowej motywacji, pomysłodawców przyciąga możliwość wypromowania swojego pomysłu. Dobrze zrobiona kampania crowdfunding’ owa potrafi przyciągnąć setki wspierających, którzy często przekazują ideę projektu swoim znajomym. Projektodawca dzięki temu zyskuje często wiernych fanów i profity nie tylko z tego, ale też z przyszłych projektów w jakie się zaangażuje, jako że ludzie lubią śledzić ścieżki kariery tych, którym pomogli w trakcie kampanii. Promocja projektu podczas kampanii przekłada się więc na realne zyski z końcowej wersji produktu. Projektodawcy cenią sobie także pomoc niematerialną, którą wspierający czasem oferują np. wypożyczenie sprzętu do nagrań. Według ludzi, z którymi rozmawiałam już same głosy wsparcia sprawiają, że pomysłodawcy mają motywację, by zrealizować swój pomysł do końca – wsparcie psychiczne otoczenia okazuje się być równie ważne jak pomoc materialna. Relacje jakie organizatorzy portali crowdfunding’owych wypracowują z projektodawcą okazują się być jedną ze spraw kluczowych. Badani chwalili polskie serwisy za profesjonalizm i wsparcie merytoryczne przy tworzeniu kampanii. Kolejną kwestią, która wydaje się wpływać na motywacje projektodawców jest to, że w większości przypadków projekty crowdfunding’owe pozwalają projektodawcom uniknąć zaciągania kredytów na realizację pomysłu. Ponadto projektodawca może być niezależnym twórcą, bez nacisków z zewnątrz może sam ustalić końcowy wygląd swojego pomysłu.

Wspierający

Jedną z oczywistych motywacji są nagrody. Wspierający najbardziej są zadowoleni wtedy, gdy mogą zobaczyć efekt lub produkt końcowy projektu. Ludzie nie chcą być już biernymi konsumentami, chcą angażować się w powstający projekt, chcą wiedzieć o nim jak najwięcej, chcą być także świadomi w co angażują swój czas i pieniądze – takiego „chcącego” nazywamy prosumentem. Motywacją jest nie tylko sam produkt końcowy. Wokół kampanii tworzy się cała ideologia, która zachęca bądź odstrasza wspierających. Innowacyjność musi być podstawą każdego projektu, jest to jeden z głównych czynników motywacyjnych. Wtedy wpierający odczuwają zadowolenie i satysfakcję, że pomogli stworzyć coś nietuzinkowego, że stali się tego częścią. Każdy z nas jest w mniejszym lub w większym stopniu egoistą, również takie mało szlachetne pobudki mogą nas motywować do działania, by wesprzeć projekt. Według niektórych respondentów dotacja projektu może podwyższyć samoocenę wpierającego, a jeśli nie, to przynajmniej sprawić, że poczujemy się trochę lepiej. Następnym czynnikiem motywacyjnym może być wspieranie innych przed wstawieniem na portal swojego własnego projektu. Przyszły projektodawca uwiarygadnia się w ten sposób w oczach uczestników, a jak wiadomo wiarygodność projektodawcy to podstawa, jeśli ktokolwiek ma wesprzeć projekt. Badani twierdzą, że zwykle wchodzą na stronę danego portalu średnio dwa, trzy razy w miesiącu. Główne informacje o nowych projektach czerpią z portali społecznościowych, artykułów zamieszczanych na branżowych stronach internetowych lub dostają newslettery od portali. Wspierający potrzebują więc co jakiś czas impulsów z zewnątrz, by chętniej uczestniczyć w crowdfundingu.

Ilu ludzi, tyle rodzajów motywacji. W badaniach widać pewne wzory zachowań, ale historia każdego człowieka jest niepowtarzalna, tak jak i jego motywacje. Ja wymieniłam te najczęściej występujące… A waszym zdaniem co motywuje ludzi do crowdfunding’ owego działania?

* Badania z 2014 roku:  „Zjawisko crowdfunding’ u w Polsce. Charakterystyka finansowania społecznościowego oraz motywacje organizatorów, projektodawców i wspierających do uczestnictwa w crowdfunding’ u.”

Seks crowdfunding – sex shop XXI wieku

Seks crowdfunding – i wszystko jasne… No właśnie, chyba nie do końca.

Seks to takie dziwne COŚ. Z jednej strony wydaje się tak naturalny i wszechobecny, że wydaje się człowiekowi, że już wszystko o nim zostało napisane, powiedziane, przetestowane empirycznie na wszystkie możliwe sposoby. Z drugiej strony ciągle powstają nowe seks gadżety, książki, filmy itp. które stanowią dowód na to, że wyobraźnia ludzka jest nieograniczona. A jak mają się seks- sprawy w crowdfunding’ u? By się o tym przekonać najpierw przeszukałam Internet, a potem zapytałam o zdanie eksperta- seksuolożkę Izabelę Dziugieł z Instytutu Pozytywnej Seksualności.

Czytaj więcej

E-religia, czyli gdzie Kościół nie może, tam Internet pośle

Religia XXI wieku to nie tylko msze i pielgrzymki. Wspólnoty religijne robią wszystko, by przyciągnąć nowych wiernych, a także, co chyba najtrudniejsze, utrzymać starych. W dobie Internetu również praktyki religijne przeniosły się częściowo do sfery wirtualnej, próbując nadążyć za zmianami. To, że większość zakonów ma swoje strony internetowe, nikogo nie powinno dziwić. Natomiast spowiedź online czy religious crowdfunding to już zupełnie inna historia…

Zarówno duchowni jak i osoby zaangażowane w rozwój wspólnot religijnych już dawno zauważyli, że tradycyjna „oferta religijna” nie dociera do swojego target’ u z taką siłą jak kiedyś. Podczas gdy wszyscy przenieśli się do świata wirtualnego, oni zostali w duchowo-realnym. Od kilku lat to się jednak zmienia. Duchowni i wierni, na rożne sposoby, starają się promować swoją religię. Church marketing przybiera różne formy. Wystarczy trochę poszukać, by znaleźć strony, gdzie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę możemy oglądać transmisję na przykład z Mekki, Jasnej Góry czy lokalnego kościoła z USA. Czasem  znajdziemy także opcję czatowania ze współwyznawcami lub pastorem.

Czytaj więcej

To w Indonezji też jest crowdfunding?

Zwykle, gdy Polacy mówią o finansowaniu społecznościowym, to pierwsze skojarzenia jakie im się nasuwają to Kickstarter, Indiegogo, kilka polskich platform … A co jeśli to nie wszystko? Przeciętny zjadacz crowdfunding’ owego chleba ogranicza swoją wiedzę do platform w Europie i Ameryce Północnej. Na szczęście crowdfunding istnieje również na innych kontynentach.

Czytaj więcej