A my znów o społeczności!

Każdy kto przeprowadził więcej niż jedną kampanię, a także my w redakcji, powtarza, że w projekcie crowdfundingowym najważniejszy jest element społeczności. Tylko co to oznacza? Czym jest społeczność? Jak ją zbudować? Jak o nią dbać? Jak wykorzystać jej siłę w czasie kampanii?

Społeczność – co to?

Najprostsza definicja mówi, że:
Społeczność – połączona ze sobą za pomocą więzi społecznych zbiorowość ludzi należących do pewnego środowiska społecznego i powiązanych ze sobą:

  • wspólnym obszarem zamieszkania, np. społeczność lokalna
  • sposobem wzajemnej komunikacji, np. społeczność internetowa
  • wykonywanym zawodem, np. społeczność nauczycieli
  • wyznawanymi wartościami, np. społeczność religijna

źródło wikipedia

Należy zwrócić uwagę, na dwa niezbędne elementy: przynależność do wspólnego środowiska i powiązań między jednostkami. Środowisko społeczne to w miarę trwały układ w ramach, którego funkcjonuje dana grupa i jej członkowie na siebie oddziaływują.
By społeczność mogła zaistnieć muszą istnieć powiązania pomiędzy pojedynczymi jednostkami.  Oczywista, oczywistość! Waszych fanów łączy marka, osoba, zachowanie (np. chęć nabycia produktu) lub posiadanie produktu. Elementem powiązania, na którym Wam powinno jednak najbardziej zależeć, jest wspólna wyznawana wartość. Powinniście robić wszystko, by to co macie do zaoferowania społeczności stało się czymś więcej niż tylko kolejną rzeczą w szafie. Chcecie, by byli gotowi Was promować i bronić przed hejterami. Dobrym przykładem na takie działanie jest sam crowdfunding. Dla wielu “wyznawców” jest to nie tylko sposób zdobywania funduszy czy robienia zakupów, ale idea wspierania świeżych pomysłów, walki z pustym, pozbawionym interakcji konsumpcjonizmem, szansa na zmianę świata przez innowację.

Budowanie społeczności

Teoria brzmi… jak teoria, ale jak w praktyce zebrać tych ludzi, by móc z nimi rozmawiać? No właśnie, rozmową! Świetny przykłady jak budować społeczność przed projektem książkowym możecie przeczytać w niedawnym wpisie Weroniki (LINK). Niezależnie od tego jaka forma jest Wam najbliższa musicie dać się poznać.  W świecie internetu, bardzo łatwo jest zawrzeć znajomości, ale z reguły są one dość powierzchowne i jednymi z wielu. Wyjście do ludzi, także, a może nawet przede wszystkim, danie możliwości fizycznego poznania się, pozwala zbudować o wiele szybciej i dużo mocniejsze więzi. Bywanie i udzielanie się tam gdzie pojawią się potencjalni odbiorcy jest niezbędne. Wypiszcie sobie wydarzenia, miejsca (targi, spotkania autorskie, imprezy branżowe, a także internetowe np. fora) i zastanówcie się jakbyście mogli dać coś od siebie (prelekcja, prezentacja – dzielenie się wiedzą, a nie sprzedaż). Gorąco polecam spróbowanie kooperacji z innymi osobami/markami, które już działają i mają znaczący fanbase, w Waszej “branży”. Każde z podjętych działań powinno służyć na budowanie własnej rozpoznawalności (marki) i przy okazji sugerować, że więcej dowiedzą się/dostaną gdy dołączą do Was na blogu czy w mediach społecznościowych.
Pamiętajcie, by dywersyfikować działania. Skupianie się tylko na jednej rzeczy mocno zawęży Wam możliwości.

Dbanie

Gdy już zaczniecie gromadzić wokół siebie “following”, nadchodzi moment (bardzo szybko, właściewie od razu), w którym musicie stać się troskliwym ojcem/kumplem. Każda społecznośc potrzebuje kogoś, kto będzie ją animował. Jeżeli zostawicie ją samą to się rozpadnie i umrze.
Potraktujcie media społecznościowe jako środek komunikacji, a nie cel. Np. facebookowy fanpage powinien być miejscem udostępniania treści, ale żyjemy w czasach, w których ludziom zależy na interakcji. Wykorzystujcie mechanizm algorytmu rządzacego platformą – dostarczajcie istotnych informacji, zasięgajcie opinii, prowokujcie do dyskusji, a fani sami pomogą Wam poszerzać grupę.
Niezmiernie ważnym jest, by dobrać język do grupy docelowej i konsekwetnie go stosować. Wrzucanie śmiesznych obrazków kotków, może dać Wam chwilowe sukcesy, jednak bardzo szybko okaże się, że Ci, którzy przyszli dla WAS odsunęli się, a reszta ma gdzieś Was – chce tylko się pośmiać.
Ludzie zgromadzeni wokół to nie wirtualne lajki, a fizyczni ludzie pamiętajcie o nich przed, w czasie i po zbiórce. Jak dużo rzeczy w życiu, społeczność to kolejny przykład na to, jak trudne i mozolne może być jej budowanie, a zniszczenie zajmuje relatywnie chwilę.

Jak wykorzystać jej siłę w czasie kampanii?

Ci którzy Was znają i lubią będą najlepszymi ambasadorami. Właściwie na tym tę część można by zakończyć. Jednak z doświadczenia wiem, że samo zakomunikowanie rozpoczęcia zbiórki to za mało. Musicie zachęcić ludzi, by wykonali wysiłek. W swoich wpisach umiejszczajcie wezwania do działania np. udostępnienia, skomentowania, zaproszenia znajomych. Jeżeli to co oferujecie będzie przemawiało do odbiorców to chętnie Wam pomogą.
Z społecznością można jednak dużo więcej. Zastanówcie się jak faktycznie wciągnąć ich w proces tworzenia produktu oraz kampanii. Jeżeli dacie im wpływ na rzeczywistość to istnieje spora szansa, że zwiążą się z akcją emocjonalnie. Ta więź może przynieść niewymierne skutki marketingowe, których skuteczność zdecydowanie przerasta płatne działania. Pytajcie, proście o poradę i ocenę, a dzięki nim unikniecie wtop i zbliżycie się do perfekcji.

Podsumowanie

Finansowanie społecznościowe to nie sklep. Element “crowd” jest i będzie najistotniejszy w każdym projekcie. Poświęćcie czas i energie na budowanie wspólnej grupy, a będziecie mogli odnieść sukces. Każdy projekt ma trzy fazy: początek, w którym najczęściej występuje okres dużej liczby wpłat, środek – flauta, który wymaga bardzo dużo pracy oraz koniec, gdy stres sięga zenitu. Żadnego z tych momentów kampanii nie możecie przespać i żadnego z nich nie uda się przejść bez społeczności. Dlatego jeszcze gorąco Was zachęcam byście nie zostawiali tego na ostatnią chwilę, bo już jest za późno!

Polacy pomogą Ci mieć smartwatch!

Polskie marki produkujące elektroniczne urządzenia dla konsumentów raczej nie podbijają światowych rynków. Wydawałoby się, że crowdfunding otworzy drzwi dla rodzimych firm z innowacyjnymi rozwiązaniami, jednak takich ciągle można szukać ze świecą. Boją się ryzyka, a może po prostu nie jesteśmy tacy pomysłowi jak nam się wydaje? Ten projekt udowadnia, że jednak potrafimy.

Smartwatche to dla jednych zbędny gadżet, a dla innych obiekt pożądania. Jakąkolwiek macie opinię, musimy się chyba pogodzić, że w niedalekiej przyszłości patrzenie na zegarek co kilka minut nie będzie oznaką pośpiechu lub nudy, a jedynie komunikowania się ze światem. Większość firm, która produkuje smartphone’y wprowadza na rynek swoje produkty z segmentu smart wearables – Apple, Samsung, Sony i wiele więcej. Teraz do tego wyścigu dołączyć chce polska firma uBirds.

Unique, bo tak nazywa się produkt, który można zdobyć w ramach akcji na kickstarterze, faktycznie jest unikatowy. Firma uBirds zaprojektowała rozwiązanie pozwalające zamienić każdy klasyczny czasomierz w smartwatch za pomocą paska do zegarka. Przyznam się, że zanim usłyszałem o tym projekcie, nie słyszałem o niczym takim. Szybkie pytanie do wujka Google zwróciło parę projektów, ale raczej koncepty i to brzydkie. Polski, inteligentny pasek do zegarka dodaje możliwości dobrze znane z smartwatchy, zachowując przy tym elegancję analogowego.

Unique-for-men-1

Jak to działa i co potrafi?

Wystarczy zakupionym paskiem zamienić Wasz obecny i voila! Dzięki schowanym w skórze urządzeniom oraz lampce LED dostajecie w pełni funkcjonalne urządzenie do kontroli telefonu za pomocą dotyku i wzroku. Unique potrafi wszystko to, co inteligentne zegarki powinny:

  • monitoruje aktywności: odległość, prędkość, spalone calorie,
  • sygnalizuje powiadomienia z telefonu,
  • pozwala na kontrolę smartphone’u dzięki gestom np. odrzucenie połączenia,
  • ostrzega jeżeli oddalimy się od telefonu lub on od nas,
  • posiada nfc – programowalny tag, dzięki któremu możemy zapomnieć o noszeniu przy sobie wizytówek, kart do siłowni, etc.,
  • wyposażono go w ładowanie indukcyjne (ładowarka w zestawie).

Wszystkie funkcje można personalizować w specjalnie przygotowanej aplikacji, która działa zarówno pod Androidem, jak i iOS.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest aplikacja do projektowania idealnie pasującego do nas paska. Możecie w niej określić: kolor, rodzaj skóry, kształt sprzączki, rodzaj nici, szerokość paska i wiele więcej. Producent daje do wyboru aż cztery możliwe szerokości paska (20-26 mm) i dwie długości (dla mężczyzn 75-125 mm i kobiet 70-105 mm), więc powinien pasować do większość zegarków dostępnych na rynku. Polecam pobawić się aplikacją, nawet jeżeli akurat teraz nie możecie wesprzeć projektu: LINK.

Jak im idzie?

Unique, w momencie pisania tekstu, uzbierał prawie 34,000 dolarów z celu 50 tysięcy. Wsparło ich 220 osób i ciągle mają 15 dni do końca. Wynik może nie powalający, ale dobry. Co ciekawe, mimo wsparcia tak wielu osób jeszcze nie skończyły się wszystkie early-birdy. Więc jeżeli chcecie się załapać na mądry pasek do zegarka za 139 dolarów, to spieszcie się! Nagrody mieszczą się w przedziale 29-10000 dolarów. W pierwszych dwóch możecie dostać oprawiony skórą notes lub etui na karty, a w najwyższej wszystko co oferują plus wyprawę do Warszawy. Bardzo ciekawą nagrodę możecie zgarnąć za 1300 dolarów. Dzięki kooperacji z polskim producentem zegarków Leon Prokop możecie dostać pasek wraz z zegarkiem z serii Apolonia Wood. Ktoś może powiedzieć, że to bardzo drogo, ale to ręcznie robiony zegarek z drewnianą tarczą i szwajcarskim mechanizmem. A jak wiemy dzięki naszym politykom, takie czasomierze potrafią być bardzo, bardzo drogie.

Zakończenie

W klasycznym podsumowaniu, pewnie bym się zastanawiał czy ten projekt ma szansę zostać zrealizowany (a ma!), czy warto w niego zainwestować (warto!), czy to coś więcej niż gadżet. Jednak dzięki bardzo sprawnej komunikacji udało mi się namówić jednego z założycieli, Pawła Karczewskiego, by udzielił odpowiedzi na kilka pytań. Jest to tym ciekawsze, że ich kampania jest w gorącym momencie, a oni są po drugiej stronie globu, w Stanach Zjednoczonych.

[JM] Czy przed Unique, mieli Państwo styczność z crowdfundingiem?

[PK] Nie, jest to nasza pierwsza kampania crowdfundingowa.

Co spowodowało, że zdecydowali się Państwo na finansowanie społecznościowe? Jakie widzą Państwo w nim korzyści oraz wady?

Jednym z czynników, który zadecydował o rozpoczęciu kampanii crowdfundingowej była walidacja produktu na rynku, czyli możliwość sprawdzenia jakie będzie zainteresowanie smart paskami Unique. Kickstarter to platforma, która gromadzi społeczność wspierającą twórcze pomysły, zainteresowaną danym tematem. W naszym przypadku to wearable technology. Kampania w dużej mierze wspierana jest właśnie przez społeczność platformy crowdfundingowej, dlatego bardzo ważny jest sam produkt. Czasem najlepiej przygotowana kampania jest skazana na porażkę, jeżeli dany pomysł nie będzie dopasowany do grupy, czy też nie uwzględnia się w nim specyfiki działania crowdfundingu. Kickstarter to nie tylko wspólne zbieranie pieniędzy na dany cel, ale również szeroka promocja międzynarodowa, zainteresowanie dziennikarzy, czy też możliwość zawarcia nowych kontaktów biznesowych. Trzeba jednak pamiętać, że uruchomienie kampanii crowdfundingowej wiąże się również z dużym ryzykiem niezrealizowania postawionego celu zebrania danej sumy. Społeczność Kickstartera to jednak specyficzna, wymagająca grupa odbiorców i nie każdy produkt będzie dla nich na tyle atrakcyjny, aby zechcieli wesprzeć go finansowo. Aby wystartować z kampanią na Kickstarterze potrzebowaliśmy zarejestrować spółkę w USA, co dla niektórych firm może również stanowić barierę wejścia na tę platformę.

Czy rozważali Państwo przeprowadzanie akcji na polskim portalu crowdfundingowym? Co przeważyło na rzecz Kickstartera?

Inteligentny pasek Unique kierujemy na rynek globalnie, dlatego zdecydowaliśmy się na Kickstarter, który jest największą na świecie platformą do wspierania twórczych projektów, gromadząca międzynarodową społeczność. Duże znaczenie miał również fakt, że to właśnie Stany Zjednoczone są w czołówce krajów, gdzie smart produkty, w tym smartwatche cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Uważamy, że wielu z nich może być również zainteresowanych alternatywnym rozwiązaniem, jakim jest nasz produkt – inteligentny pasek do zegarka Unique. Kampania na Kickstarterze ma również charakter promocyjny, dlatego ważny był dla nas jej międzynarodowy zasięg.

Życzę Państwu jak najlepiej, ale co planują Państwo na wypadek nieuzbierania minimalnej kwoty?

Z optymizmem patrzymy w przyszłość. Wielu tzw. kickstarterowych backersów interesuje się naszym smart paskiem. Jedną z firm, która wsparła kampanię Unique, jest marka szkockiej whisky mieszanej Johnnie Walker, która ma swój profil na Kickstarterze i dofinansowuje ciekawe dla nich projekty. Zamykamy 11 dzień kampanii, z efektem 63% uzbieranej kwoty i dobrymi prognozami na przyszłość. Mamy już wiele pomysłów na dalszy rozwój smart paska Unique, dlatego nie zwalniamy tempa i skupiamy się na działaniach wspomagających zrealizowanie celu, a nawet przekroczeniu go.

Co doradzili by Państwo innym podmiotom, które rozważają zmierzenia się z crowdfundingiem? Czego się wystrzegać? Na co zwrócić uwagę?

Myślę, że jednym z kluczowych działań jest przygotowanie bazy potencjalnych kupców, osób zainteresowanych naszym produktem. Doradzałbym więc jak najszybsze tworzenie baz mailingowych, bo właśnie ta grupa pierwszych zainteresowanych pozwala później na szybki przyrost kwoty w pierwszych godzinach kampanii. Są one dość istotne, ponieważ szybki wzrost wpływów kampanii generuje zainteresowanie społeczności platformy crowdfundingowej. Dużą rolę odgrywa również późniejsza, płynna komunikacja i szybkie reagowanie na pojawiające się komentarze oraz pytania do produktu i założeń kampanii. Czego się wystrzegać? Myślę, że w dużej mierze „speców” od marketingu i generowania wielu publikacji medialnych, którzy obiecują szybkie i łatwe wpływy do kampanii, oczywiście za określoną kwotę.

Gorąco Was zachęcam byście wsparli zbiórkę, jeżeli nie inwestując, to chociaż udostępniając ten artykuł. Wspierajmy, bo dobre i bo polskie! Wystarczy kliknąć w ten LINK.

Mądre rowery – SmartHalo

Ostatnie kilka lat obserwujemy rewolucję na naszych ulicach. Nie mówię o lepszych samochodach, zmianie w ubiorze, nowych knajpach, ani o znikających reklamach (na szczęście!). Do polskich miast powrócili rowerzyści i to nie tylko tacy, którzy jeżdżą rekreacyjnie. Wystarczy się rozejrzeć, by na ścieżkach rowerowych zobaczyć dzieci, rodziny i biznesmenów jadących na spotkanie. Nikogo to nie powinno dziwić. Rower jest tańszy, często szybszy, dający więcej swobody w poruszaniu się niż samochód czy komunikacja miejska. Oczywiście nie należy zapominać, że jest też znacznie zdrowszy.  Moda na rowery na świecie rozkwitła już jakiś czas temu, a tam gdzie pojawia się duży rynek, znajdują się też firmy, które chcą na nim zarobić. Dzięki temu na świat przyszedł projekt SmartHalo – akcja crowdfundingowa stworzona przez rowerzystów dla rowerzystów.

Co to takiego SmartHalo?

W dzisiejszych czasach wszystko musi “smart”. Telefon, lodówka, termostat, więc dlaczego nie rower? Za 131 dolarów kanadyjskich (sorry, early-birdy już się skończyły) możemy zakupić urządzenie, które wzbogaci nasz pojazd o kilka poręcznych funkcji.

Jedną z największych wad jeżdżenia na rowerze (poza walką z pogodą) jest to, że ma się przez większość czasu zajęte obie ręce, a wzrok skupiony na drodze (przetrwanie w ulicznej dżungli czasami może okazać się prawdziwym survivalem). Stanowi to tym większe wyzwanie, że zaskakująco często korzystamy z GPS-ów (nawet w znanych nam miastach). Kanadyjczycy stwierdzili, że odpowiedzią będzie urządzenie, którego nie musimy wyciągać z kieszeni, ani mrużyć oczu by wyczytać trasę z 5 calowego ekranu. Tak powstał SmartHalo. Wyposażony w wyraźny okrągły wyświetlacz gadżet, który pokazuje nadchodzące skręty intuicyjnymi, wymagającymi tylko rzuceniem okiem światełkami. Zresztą zobaczcie sami:


Wystarczy wrzucić koordynaty w aplikację i możemy jechać :) Ale to by było za mało, dlatego urządzenie zostało wyposażone w mocną, inteligentną latarkę, która włącza się, bez naszej ingerencji,  gdy ruszamy a po zatrzymaniu się gaśnie . Poza tym SmartHalo zapewnia nam ochronę przed kradzieżą. Jeżeli ktoś spróbuje ruszyć nasz rower, a nie ma przy sobie naszego telefonu, rower zacznie wydawać z siebie głośny alarm. Współczesne urządzenia nie mogą obejść się bez liczenia nam pokonanego dystansu i zgubionych kalorii. SmartHalo oczywiście te funkcje posiada.

Podsumowując, kupując urządzenie dostajemy poręczny GPS, z inteligentną latarką, ochronę przed kradzieżą roweru oraz licznik spalonych kalorii w czasie jazdy. Całkiem nieźle. Dodatkowo SmartHalo powiadomi nas o nadchodzących powiadomieniach i połączeniach, tak byśmy ich nie przegapili w tumulcie miasta. Wady? Kanadyjczycy wymagają od nas posiadanie smartphone’a z Androidem lub iOSem (wsparcie innych systemów nie jest planowane na ten moment). Ponad to, urządzenie komunikuje się za pomocą technologi bluetooth, więc aplikacja zapamięta gdzie zostawiliśmy rower, jednak nie pokaże nam jego aktualnego położenia, jeżeli jednak komuś uda się go nam zwędzić. No właśnie, ochrona przed kradzieżą, którą nam proponują raczej nie zastąpi solidnego łańcucha.

Z ważnych informacji, muszę wspomnieć o tym, że dzięki unikalnemu kluczowi, urządzenia nie da się łatwo ściągnąć osobom postronnym. Warto też zwrócić uwagę na baterię, która ładowna jest przez USB i według obietnic powinna wytrzymać 3 tygodnie.

Jak im idzie zbiórka?

SmartHalo chciało uzbierać 67 000 dolarów kanadyjskich. Oczywiście cel osiągnęli bardzo szybko i na moment pisania tej recenzji, ich konto wskazuje prawie 257 tysięcy. Wynik dobry, chociaż nie mieszczący się w topie Kickstartera. Osiągnęli to dzięki wsparciu 1583 osób, które wykupiły oba early-birdy (200 sztuk) zapewniające pojedyncze urządzenia. Nagrody są dość proste. Poza wspomnianymi specjalnymi okazjami, możemy wesprzeć projekt małymi kwotami, które dają nam podziękowanie oraz dostęp do wszystkich nowych informacji, a także zakupić jedno SmartHalo w cenie 131 dolarów (sklepowa cena 149) oraz paczki 2, 5 i 10-ciu urządzeń. Najwyższą i ostatnią nagrodą, jest możliwość odwiedzenia firmy w Kanadzie. Największą popularnością, jak można było się spodziewać przy projekcie gadżetu, cieszy się nagroda zawierająca jedną sztukę – tę opcję wybrało aż 871 osób. Do końca akcji zostało jeszcze 22 dni, więc ostateczna suma powinna jeszcze się zwiększyć.

Podsumowanie

Uzyskanie i przekroczenie minimalnej kwoty sugeruje, że SmartHalo odpowiada na problemy, dość sporej grupy ludzi. Pewnie część z Was po przeczytaniu tej recenzji stwierdzi: “przecież mamy już te wszystkie funkcje”. Owszem mamy, ale w 2-3 osobnych urządzeniach, zamiast jednego. Plus, zdecydowanie bezpieczniej jest patrzeć na taki wyświetlacz niż mały telefon. Kiedyś licznik przejechanej odległości też był gadżetem, dzisiaj większość z nas jeździ z włączonym Endomondo 😀


W samej akcji, poza urządzeniem, podoba mi się szerokie wykorzystanie gifów, które idealnie ilustrują opisywane funkcje oraz filmik, który może nie odbiega standardem od innych udanych projektów, jednak pokazuje, że jest to urządzenie robione przez profesjonalistów-rowerzystów. Jak widać działa!

Co ważne, projekt wydaje się być skrojony pod platformy finansowania społecznościowego. Kickstarter, Indiegogo czy polskie PolakPotrafi.pl i Wspieram.to są idealne dla gadżeciarzy. Wszyscy skupieni wokół nich, jesteśmy tzw. early-adopters technologii (w końcu CF jest tego najlepszym przykładem!). Szukamy nowych rozwiązań, jesteśmy w stanie zaryzykować tylko po to, by mieć pod ręką coś czego nie można kupić w supermarkecie. Jeżeli przy okazji pomożemy zrealizować jakiś fajny projekt – tym lepiej! Zajrzycie na stronę zbiórki, może Wasze czas, by Wasze rowery stały się ciut mądrzejsze: LINK

Prysznic na kickstarterze!

Wsparcie znanych inwestorów, wykorzystanie technologii znanej z badań kosmicznych, wyjątkowy design i nowe spojrzenie na znany problem. Brzmi nudno i jak kalka z materiałów prasowych kolejnego “rewolucyjnego” start-upu. Jednak tysiące ludzi uznało, że w tym projekcie jest coś wyjątkowego.



Uzbieranie prawie 900,000 dolarów w mniej niż 24 godziny robi wrażenie. Robi je jeszcze większe jeżeli dotyczy produktu, który towarzyszy na co dzień większości ludzi niezauważony (aż się nie zepsuje). Czy coś tak prozaicznego jak słuchawka prysznicowa może odnieść sukces na kickstarterze? Jak się okazuje – TAK! Próg ufundowania projektu, jak na warunki największej platformy crowdfundingowej, nie został ustalony na bardzo wysokim poziom. Pomimo to uzyskanie finansowania na poziomie 100,000 dolarów w zaledwie 8 godzin, kolejnych stu tysięcy w następne 2,5 godziny, pół miliona w 15 musi pobudzać wyobraźnię.

No dobra, o co chodzi?

Nebia Shower, to nowy rodzaj słuchawki do prysznica. Dzięki 5 latom badań i prototypów udało się autorom stworzyć produkt, który zużywa 70% mniej wody niż standardowe urządzenie. Jak obiecują autorzy instalacja jest banalna i nie wymaga pomocy hydraulika. Ich prezentacja produktu musiała być bardzo przekonywująca, ponieważ uzyskali wsparcie osób rozpoznawalnych i znających się na biznesie – Tima Cooka (Apple) i Erica Schmidta (Google). Jeżeli dorzucimy do tego dopracowany design, mamy produkt, który jest idealny dla chcących mieć coś wyjątkowego i gagdżeciarskiego.

To dalej nie brzmi ani zaskakująco, ani wyjątkowo. Jednak wystarczy spojrzeć na cenę produktu i okazuje się, że trafili w niszę. W czasie zbiórki Nebia Shower można zamówić za 299 dolarów (cena sklepowa będzie wyższa o sto dolarów i wyniesie $399). Ktoś może powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych zarabia się inaczej, ale szybki research wskazał, że standardowe słuchawki prysznicowe można kupić już za około 30 dolarów (10 razy mniej niż kickstarterowy projekt).

Więc co zagrało?

Jak już wspomniałem, zbiórka dotyczy dobrze zaprojektowanego wizualnie produktu, który oszczędza pieniądze i uzyskał wsparcie tuz amerykańskiego (oraz globalnego) biznesu, co wygenerowało artykuły w bardzo poczytnych pismach (m.in. Business Insider czy NY Times). Na to wszystko nałożyło się idealne trafienie w moment. Tego lata w Stanach Zjednoczonych borykali się z suszami. Brzmi jak przepis na sukces? Prawie 3,000 wspierających potwierdza!

Warto też zwrócić uwagę na przekonujący, choć trochę “zwyczajny”, film tłumaczący historię i cel zbiórki oraz bardzo dobre wykorzystanie early birdów (limitowanej liczbie nagród w niższej cenie). Prawie 480,000 dolarów udało się zebrać z samych nagród zawierających pojedynczy produkt w niższej cenie, a do tego dochodzą jeszcze limitowane dwupaki. Co ciekawe, więcej osób wsparło projekt niż lubi ich fanpage na Facebooku (przypuszczam, że ten drugi sporo zyska w najbliższych dniach).

Czytaj więcej

Dalszy ciąg misji Apollo 11 na… Kickstarterze!

Lipiec 1969 roku był wyjątkowym momentem w dziejach ludzkości, napędzany “Zimną wojną” świat wysłał ludzi w kosmos z misją odwiedzenia Księżyca. Neil Amstrong i Buzz Aldrin przeszli do historii jako pierwsi ludzie, którzy postawili stopy na naszym naturalnym satelicie. Co to ma wspólnego z crowdfundingiem? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Czytaj więcej

Czy sałatka grecka mogła uratować Grecję? Greek bailout fund!

Nieco ponad tydzień temu, gdy my śledziliśmy wydarzenia w Grecji, świat obiegła informacja, że jeden człowiek chce uratować pogrążający się w długach kraj (LINK). Thom Feeney założył na indiegogo.com kampanię o dosadnym tytule “Greek bailout fund” (Grecki fundusz ratunkowy). Cel? Uzbierać brakujące 1,600,000,000 euro. Ambitne? To mało powiedziane.

Czytaj więcej

Crowdfunding to przedsprzedaż

Crowdfunding to przedsprzedaż

Można próbować gimnastykować umysł i znajdować różnice między klasyczną formą wyciągnięcia pieniędzy zanim produkt będzie gotowy a zbiórką, ale założenia są bardzo do siebie zbliżone.

Z góry zastrzegam, że ten wpis nie będzie ani obroną, ani  wylewaniem pomyj na projektodawców, którzy skorzystali z finansowania społecznościowego tylko po to, by wcześniej pozyskać środki na produkcję swojego gotowego dzieła. Chcę odkłamać rzeczywistość. “Branżunia” pełna jest ludzi, którzy mają ortodoksyjne podejście do materii, ostro stawiając granicę między zbieraniem pieniędzy, a sprzedażą. Może i początkowa idea nie zakładała, że w ramach akcji można zwyczajnie uzbierać środki na wydanie gotowego produktu, ale realia są, jakie są – były, są i będą projekty, które skupiają się na tym, by pozyskać środki w formie przedsprzedaży.

Czytaj więcej

Po co wspierać projekty w ramach crowdfundingu?

Skoro czytacie ten tekst, to pewnie pałacie do finansowania społecznościowego większym lub mniejszym, ale jednak ciepłym uczuciem. Co więcej prawdopodobnie sami braliście udział w projektach, czy to jako projektodawcy, czy też jako wspierający. Jeżeli nie, to przynajmniej wiecie czym jest crowdfunding i jak wiele jego odmian funkcjonuje, a jak nie macie pojęcia o czym mówię, czym prędzej zajrzyjcie tu i tu. W tym wpisie chcę Wam dostarczyć dość argumentów, dlaczego warto wydać pieniądze na platformie finansowania społecznościowego, byście nie tylko sami wsparli, ale też mogli to spokojnie uzasadnić przed partnerem/rką czy znajomymi. Sam od czasu do czasu, muszę się przekonywać, że te kilka, kilkadziesiąt złotych (tak zdarzyło się wesprzeć projekty na kickstarterze – damn you kursie złotówki!) lepiej przeznaczyć na fajny projekt niż na piwo, więc postarałem się zebrać jak najbardziej logiczne motywy.

Czytaj więcej

5 rzeczy, które musisz sprawdzić przed startem kampanii!

W końcu nastała ta noc, ostatnie kilka, nerwowych godzin do ruszenia Twojej zbiórki. Siedzisz przed komputerem i nerwowo sprawdzasz wszystko po raz kolejny: chwytliwa nazwa projektu – jest, filmik promocyjny – jest, opis produktu – check, progi na kolejne miliony monet – oczywiście są. Masz naprawdę fajny produkt, który zmieni świat. No może, nie cały świat, ale komuś sprawi przyjemność, w ostateczności dostarczy Ci masę wspomnień! Tylko to nie gwarantuje sukcesu… Właściwie to nic nie gwarantuje, że tłum uwierzy w Twoją misję i wspomoże Cię w realizacji marzenia. Jednak trzeba zrobić wszystko, by pomóc szczęściu. Więc o czym prawdopodobnie zapomniałeś? Parafrazując pewnego prezydenta „Marketing! Głupcze!”

**Czy promocja jest niezbędna?**

Marketing dotyczący finansowania społecznościowego wywołuje sporo emocji i jest niewdzięcznym tematem. Dla zwolenników pierwotnego, czystego crowdfundingu jest to wypaczenie idei, dla doświadczonych projektodawców to niezbędny koszt. Mi zdecydowanie najbliżej do tej drugiej opcji, ponieważ we współczesnym świecie nie wystarczy mieć dobry produkt, trzeba go także umiejętnie sprzedać.
Planowanie promocji projektu, który ma trwać średnio ponad miesiąc to nie lada wyzwanie. Utrzymanie uwagi, zachęcenie do wpłacania, uważanie by nie zostać spamerem, to wszystko wymaga dużo pracy i przygotowań. A do tego wszystkiego dochodzi problem z nakłonieniem ludzi, by zawierzyli Ci swoje pieniadze. W crowdfundingu łatwiej znaleźć ciekawy projekt niż chętnych do wsparcia finansowego. W morzu możliwości ludzie wybierają to co przemówi do ich wewnętrznego racjonalizmu albo go ominie i wywoła pozytywne, wręcz dziecięce emocje. Jak to zrobić? Najprostsza odpowiedź brzmi: wyróżnij się! Ale najpierw zadbaj, by Twój projekt dotarł do jak największej, potencjalnej grupy docelowej.

**O czym musisz pamiętać!**

Lista rzeczy, o które trzeba zadbać przy planowaniu projektu to właściwie niekończąca się opowieść. Jak tylko skończysz jedno, okazuje się, że musisz jeszcze zrobić kolejne dwie. Byś nie oszalał przygotowałem listę pytań-zagadnień. Nie jest to ostateczna liczba, takiej nie ma, poniższa to minimum, nad którym musisz się pochylić.

1. Społeczność.
Zastanów się czy Twoja bezpośrednia grupa docelowa, wie o tym, że planujesz zbiórkę. Postaraj się zebrać ich w miejscu, w którym łatwo będziesz mógł do nich dotrzeć, w szczególności polecam facebookowe fanpage lub grupy. Pozwalają one nie tylko na łatwą dystrybucję komunikatów i budowanie napięcia, ale też stanowią idealne rozwiązanie na marketing szeptany. Wrzucasz informację, ludzie komentują, inni widzą, że ich znajomi wzięli udział w dyskusji, zaglądają i być może interesują się Twoim projektem. Takie rozwiązania mają też jeszcze jedną kolosalną zaletę – dialog. Dzięki niemu bardzo łatwo jest uzyskać informację zwrotną od potencjalnych zainteresowanych np. czego brakuje lub nie jest wystarczająco wyraźne wytłuszczone w Twoim opisie projektu. Wystarczy obserwować o co ludzie pytają i reagować.

2. Ambasadorzy.
No dobrze, zebrałeś swoich bliższych i dalszych znajomych, powiedziałeś, że będziesz ruszać ze zbiórką na realizację projektu, ale czy są oni w stanie wygenerować zasięg poza (nawet jeżeli dość duży) krąg osób? Zastanów się, czy wśród zgromadzonej społeczności są osoby, które stanowią autorytet wśród innych, mają popularne konta na portalach społecznościowych albo poczytne strony www. Ambasadorzy projektu, nie tylko poszerzają Twój target, ale też legitymizują Twoje działanie. Zaproszenie osób-marek do współpracy przybliży Ciebie, nieznanego Iksińskiego, Kowalskiemu z drugiej strony Polski, uczyni nie tylko człowieka, ale też osobę, której można zaufać, która nie spakuje się dzień po projekcie i ucieknie do ciepłych krajów.

3. Jak zachęcić ludzi do wspierania projektu?
Interesujący projekt, dobre przełożenie pieniądze-wartość nagród, progi, które aż chce się przekraczać… to za mało. Od zainteresowania do wpłaty pieniędzy jeszcze daleka droga. Zastanów się właściwie dlaczego ktoś ma Ci pomóc zrealizować marzenie i wzmocnij ten komunikat na zewnątrz. Czy ludzie mają wesprzeć projekt, bo chcą zrobić coś dobrego (patrz: 1% podatku pod koniec kwietnia każdego roku lub wsparcie wydania płyty zespołu, by przemóc monopol firm wydawniczych); a może zależy Ci, by sami sobie, impulsywnie sprawili przyjemność (Ta nowinka jest mi niezbędna! Jak ja bez niej żyłem tyle lat?!). Motywów może być wiele i mogą się ze sobą łączyć. To nie czas i miejsce na wykład z mechanizmów zakupowych, ale pochyl się nad tym. Zbierz znajomych i na zdrowy rozum pomyślcie, co może spowodować, że Twój projekt odniesie sukces.

4. Jak zachęcić ludzi, by promowali Twoją zbiórkę?
Twoja społeczność to Twoja siła! Ludzie, którzy zaufali Tobie i wsparli Cię w dążeniu do sukcesu, są najlepszymi nośnikami idei. Zadbaj o to, by chcieli zrobić to co dla nas naturalne, czyli by pochwalili się, że zrobili coś fajnego lub dobrego (dowodów na to dostarczy Wam, którekolwiek konto znajomych na Facebooku). Niech to będzie łatwe (maksymalnie kilka kliknięć), przyjemne dla oka (dobrze zaprojektowane, zgodne z identyfikacją wizualną projektu grafiki) i przede wszystkim nobilitujące tego, który udostępnia. Pamiętaj, by każdej osobie podziękować, najlepiej personalnie np. „Dziękujemy za Twoje dobre słowa i wsparcie! Dzięki Tobie wyprawa w Himalaje się uda!”. Bezpośredni kontakt, skracanie dystansu buduje relacje, a te powodują, że następni będą chętni, by pomóc fajnym ludziom.

5. Zbiórka zakończyła się sukcesem. Co dalej?
Może to banał, ale często zapominany: nie zapomnij o swoich wspierających. Włożyłeś masę pracy i wysiłku, by jak najwięcej osób Ci pomogło, by ich przekonać do wsparcia projektu, nie zmarnuj tego. Wysyłaj aktualizację z prac, pozwól im być na bieżąco i cieszyć się z postępów razem z Tobą. Na realizacji projektu świat się nie kończy! Twój zespół po wydaniu pierwszej płyty, będzie chciał ruszyć w trasę, a Twój super wynalazek po rozesłaniu do wspierających, będziesz w końcu chciał sprzedać na rynku. A Twoi wspierający tak jak potrafią być Twoją siłą napędzającą, tak samo potrafią narobić sporo szumu i negatywnego PR-u.

Tak jak pisałem na początku, te punkty to nie jest pełna checklista do odhaczenia przed startem kampanii – to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Najważniejsze jest, by pamiętać, że w crowdfundingu najbardziej liczy się element społeczności – to dla nich i dzięki nim to robisz. Planując swoją akcję promocyjną skup się na tym kim są, czego oczekują i jakimi środkami przekazu dotrzeć do potencjalnych wspierających. To tacy sami ludzie jak Ty, wszyscy działamy według podobnych zasad (tak, m.in. wszyscy jesteśmy czasami leniwi). Obserwuj jak reagują na Twoje komunikaty oraz o co dopytują, a następnie dostosuj się do nich. Mam nadzieję, że te zagadnienia Cię nie zaskoczyły i gdy wybije godzina zero, będziesz gotów na sukces! Pamiętaj marketing nie służy naginaniu rzeczywistości, a podkreślaniu tego co najlepsze.