Gdzie trafiają nieudane projekty?

Są wśród nad tacy, którzy mają pomysły. Myślą o nich, myślą i bardzo im się to myślenie podoba. Wyobrażają sobie jak osiągają sukces i czują się fantastycznie.

To wyobrażenie jest zazwyczaj jedynym sukcesem jaki osiągną. Bo żeby sukces osiągnąć w rzeczywistości, to trzeba coś jeszcze robić. A o robieniu mało kto myśli. O pomyśle myśli się przyjemnie, a robienie męczy. Męczenie się jest nieprzyjemne.

Czytaj więcej

Crowdfunding – bańka mydlana

Dobry projekt to projekt, który się uda. A uda się ten, który jest przekonujący dla inwestorów. Bo ludzie dają swój czas, pieniądze, energię, entuzjazm tylko na te rzeczy, w które wierzą, które są interesujące, które chcieliby, żeby stały się rzeczywistością.

Projektodawcy robią więc wszystko, żeby swój pomysł pokazać w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

No i dobrze. Tak działa świat. Ludzi trzeba przekonywać, zachęcać, namawiać. Nic w tym dziwnego nie ma.

Ale jest jeden wielki minus tego: w wyścigu o nasze zainteresowanie wygrywają projekty nie najbardziej wartościowe, ważne ani pożyteczne. Wygrywają projekty najbardziej atrakcyjne i przyciągające.

Krótko mówiąc: wygrywa najładniejsze opakowanie. A co w środku? Wszystko jedno. Tandeta. Szmira. Dziadostwo. Albo ósmy cud świata. Ale często kończy się tak, że jak coś robi wrażenie, to w gruncie rzeczy niewiele jest warte.

Żaden system finansowania nie cierpi na efekciarstwo tak bardzo jak crowdfunding. Bo kiedy szukasz inwestora tak jak to zawsze robiono, wśród doświadczonych praktyków biznesu, to tacy ludzie porządnie się zastanowią i dokładnie przeliczą, zanim przeznaczą parę złotych na twój przyszły projekt. Ale kiedy przekonujesz tłum, większość ocenia po pozorach, po pierwszym wrażeniu. Jedyne co musisz zrobić to stworzyć ładną prezentację.

Klasyczny sposób finansowania przedsięwzięć ma wbudowany mechanizm odsiewania pewnej części bezwartościowych pomysłów. Crowdfunding nie tylko takiego mechanizmu nie ma, ale wręcz zachęca do robienia rzeczy szybkich, mocnych i bezwartościowych. Bo sukces gwarantuje nie sam projekt, ale efektowna, przemawiająca do zmysłów, wyobraźni i emocji prezentacja.

I co z tego właściwie wynika?

Nic specjalnego. Nie zawrócisz Wisły kijem. Ludzie są jak dzieci, zawsze będzie nas przyciągać to co głośne, szokujące i kolorowe. Tylko nieliczni potrafią się zatrzymać i zastanowić. Tłum wybierze błyszczące, kolorowe opakowanie a nie szary, byle jaki papier. Projektodawcy są zmuszeni coraz więcej czasu spędzać na reklamowaniu projektu kosztem budowania projektu.

Trzeba więc być przygotowanym na to co niesie przyszłość. A niesie nam zalew kolorowej crowdfundingowej szmiry. Lawinę bezwartościowego dziadostwa. Coraz głupsze, efekciarskie twory bez żadnej wartości, które nie mają najmniejszych szans przetrwać próbę czasu. Czekają nas projekty, które istnieją tylko po to, żeby zrobić szybkie, mocne wrażenie i zaraz zniknąć. Jak bańka mydlana.

Na Facebooku zbierać się lajki, a na YouTube suby. Naturalna potrzeba wyrażania się, tworzenia, dzielenia zmieniła się w prymitywne zbieractwo. W świecie crowdfundingu działa to podobnie, tyle że zbiera się nie lajki i suby, ale pieniądze na projekt. Problem w tym, że metody ich zdobywania są takie same a sam projekt – to co było sednem crowdfundingu i powodem jego istnienia – staje się coraz mniej ważny.

Czy crowdfunding za jakiś czas będzie kojarzony powszechnie z efektownymi ale bezwartościowymi projektami, nastawionymi na szybki, głośny efekt? Czy będzie synonimem marnej jakości wnętrza przy świetnej jakości opakowania?

Mam nadzieję, że nie. Ale natura ludzka jest jaka jest. Wszyscy chcemy być skuteczni w działaniu a dążenie do tej skuteczności zmusza nas do określonych zachowań. Skuteczni projektodawcy crowdfundingu to nie najlepsi twórcy, ale najlepsi marketingowcy.

Dopóki tanie chwyty na nas działają, póki kierujemy się prostymi odruchami i niskimi pobudkami, ci z nas, którzy próbują tworzyć coś mało widowiskowego, ale bardzo wartościowego, będą mieli trudno. Będą mieli bardzo pod górę.

Mam tylko nadzieję, że mimo wszystko nie zniechęcą się ani nie poddadzą. Inaczej crowdfunding będzie kolejną piękną ideą, którą realizm życia zjadł, przetrawił i zmienił w coś bardzo rozczarowującego.

Po co ci wspólnicy?

Są dwa rodzaje projektów crowdfunding’owych: te, przy których panuje chaos, bałagan, wszyscy się kłócą i większość wysiłku idzie na marne, oraz jednoosobowe.

Jeżeli jesteś kreatywny, ale nie lubisz ludzi, jeżeli masz dobry pomysł, ale jesteś socjopatą, to być może zastanawiasz się czy możliwe jest wystartowanie z projektem i zebranie na niego funduszy samodzielnie.

Pewnie, że jest. Dlaczego nie? Ja tak zrobiłem. I wszystko się udało świetnie.

Czytaj więcej

Sieroty po PRL

Dawno, dawno temu, był sobie PRL.

PRL to był taki kraj, w którym wszystko było za darmo i ludzie żyli bezstresowo. Państwo dbało i regulowało, władza opiekowała się i mówiła jak żyć. Pozbawiony stresującego obowiązku wybierania obywatel nie musiał znosić tysięcy reklam proszku do prania, bo w sklepach był tylko jeden proszek IXI. A kiedy powiedziałeś do ekspedientki „poproszę lody” to nie pytała cię „które”. Bo były jedne. Albo nie było wcale.

Czytaj więcej

Kickstarter to spisek

Nikt o tym głośno nie mówi, ale Kickstarter, PolakPotrafi i inne portale crowdfundingowe są tak naprawdę w zmowie. Spiskują przeciw nam. Starają się nam wmówić, że zbieranie pieniędzy na własne projekty ma sens tylko za pośrednictwem dużych portali.

A ja mówię: dość tego! Precz z prowizjami wielkich korporacji, cała władza dla ludu! Obywatelu projektodawco, apeluję do twojego poczucia niezależności: weź swój projekt we własne ręce i zamiast umieszczać go na portalu crowdfundingowym zrób to wszystko sam!

Co, nie dasz rady? A jaki to problem założyć stronę w internecie? W tych czasach każdy może. Wykupujesz hosting, własną domenę, instalujesz WordPress i już. Prawie za darmo. I jak szybko!

Zakładając oczywiście, że znasz się trochę na informatyce.

Czytaj więcej

Jak zrobić najgorszy projekt crowdfundingowy na świecie

Zauważyłem, że wielu z was podchodzi do projektów crowdfundingowych z myślą: jak to zrobić, żeby się nie udało. Dlaczego ktoś miałby chcieć, żeby jego projekt był klapą, tego nie wiem. Ale kiedy patrzę na niektóre projekty nie mam wątpliwości, że człowiek się starał doprowadzić do tego, żeby projekt zainteresował możliwie małą liczbę osób, a odstraszył jak największą.

A skoro widzę, że człowiek się stara, to myślę jak mu pomóc.

Chcę więc dać wam kilka sprawdzonych rad jak zrobić projekt tak, żeby poległ.

Czytaj więcej