PuzzlePhone – zrzuć się, a potem złóż swój telefon

Początek mojej historii z grami zaczął się od konsol, i cały czas brakowało mi tej nieustannej kompatybilności z każdą grą – co zawsze było domeną każdej gry. Zrozumiałem to jak mój pierwszy Intel Celeron 533 mHz w duecie z zintegrowaną kartą graficzną klatkowały GTA Vice City z częstotliwością jednego przeskoku raz na sekundę. Dało się grać i przełożyłem tą grę na lewą stronę, ale teraz już bym tego nie powtórzył. To tak jakby czytać co trzecie słowo książki – generalnie sens się nie zmieni, ale całego smaku to nie odda.

Czytaj więcej

Lot Kamikaze po ostatnią płytę. Wywiad z NRGeekiem

Lot Kamikaze, czyli podziemnego rapera znanego szerzej jako NRGeek, ma być ostatnim. Jego flow leciał dosyć długo – w ’97 roku nagrywał rap w pierwszym swoim składzie.
To co istotne dla NRGeeka to totalna suwerenność i otwartość w swoich materiałach. Suwerenność, bo po jego materiałach widać że nie kieruje się w stronę maksymalizacji zarobków. Przy tym niczego nie gra – bo nie musi – przyjmując swoją naturalnością. Nie musi niczego grać, bo przyciąga swoim pozytywnym nastawieniem do widzów, dwustronnym dialogiem z nimi i brakiem pustego splendoru. Jego materiały potrafią trwać i godzinę, a dalej mają stabilny słupek wyświetleń. Projekt Kamikaze tworzony przez postać NRGeeka jest dobrym przykładem na to, że bez szczerości – nie ma sensu myśleć o crowdfundingu.

Czytaj więcej

Has crowdfunding gone to far? 4 – seks 3.0 i crowdfunding jako model sprzedażowy

U początków ery wideo dostępnego na wyciągnięcie ręki, czyli blisko dwadzieścia lat temu, walczyły dwa formaty – VHS i Betamax. Za każdym z nich stał elektroniczny gigant. Sony było odpowiedzialne za Betamax, JVC za VHS. Laur zwycięzcy zdobył VHS – kulturowe ID epoki, wygrało z bardzo prostego powodu: JVC, w przeciwieństwie do Sony, dopuściło wydawanie pornografii na swoich nośnikach.

Czytaj więcej

Abecadło crowdfundingu – crowdselling

Crowdfunding jest niczym innym jak zmonetyzowaniem siły społeczności wokół projektu, głównie takiego, który wiąże się z jednorazowym opracowaniem produktu, wydaniem go i sprzedażą. W tym wypadku, lwia część projektów zbiera swoje grono potencjalnych wspierających w momencie powołania projektu do życia. Jednak co z projektami, które zakładają ciągłą działalność? Dzisiaj przyjrzymy się kilku technikom wsparcia ciągłego związanego z gamingiem, a że zajmuje się tym na co dzień w Games Republic to przybliżę Wam ten temat.

Czytaj więcej

Abecadło crowdfundingu – crowdgiving

Najpierw był crowd i pomysły na jego zjednoczenie wokół idei. Powoli pojawia się coraz więcej inkarnacji tego słowa, tylko z pierwszym członem takim samym – crowd własnie. Dzisiaj pomówimy o crowdgiving.

Znowu powołując się na Wielką Definicję Crowdfundingu pióra redakcyjnego kolegi Michała, a z cytatem Michała Moczkowskiego:

Finansowanie społecznościowe to nowe wcielenie niewidzialnej ręki wolnego rynku. To ewolucja kapitalizmu. Rodzi się od dołu z inicjatywy tłumu. Jest odważniejszy niż korporacje bo nie krępują go procedury, rada nadzorcza czy wyniki sprzedaży. Crowdfunding wypełnia pustkę której nic innego nie byłoby w stanie wypełnić.

A teraz – popłyńmy. Skoro crowdfunding może być rewolucją kapitalizmu który zakłada budowanie kapitału jednostki w zależności od jej zaangażowania w pracę, czy może pieścić bezpośrednio jedną z nich? Zazwyczaj przyzwyczaja nas do opcji działania całej organizacji za projektem. Film to kwestia aktorów, charakteryzatorów, scenarzystów, reżyserów, montażystów, dźwiękowców, całego sztabu postprodukcyjnego i tych małych ludzi, którzy mają wielki wpływ na film – całej asysty. Crowdfunding tyle ma w sobie magii, że pozwala tylko pokazać zaangażowanie ludzi w formie finansowania i wsparcia oddolnego, tak jak to, że w Poznaniu został wyemitowany seans Kung Fury z dubbingiem Tomasza Knapika, co z kolei zostało zorganizowane na Wykopie. Nawet gdyby Kung Fury zebrał dwa miliony dolarów, to nie oznaczałoby to sukcesu, przecież lubimy mówić że polskie projekty crowdfundingowe się nie udają, bo ktoś tylko patrzy na czubek własnego nosa po zamknięciu zbiórki. No właśnie. A jakby zbierać otwarcie na siebie, a nie w ramach idei, nawet nie górnolotnej, po prostu – lotnej? Oto dwa serwisy które uprawiają crowdgiving nad Wisłą.

Kapitalizm (źródło: Wikipedia)

I taka gałąź odchodząca od głównej finansowania społecznościowego już istnieje. Jeden z dwóch serwisów aspirujących do przecierania szlaków, określił to jako corwdgiving – czyli wspólne zrzuty organizowane przez samego zainteresowanego – dla niego . Ideą samą w sobie jest robienie zbiórki dla siebie w ramach określonego celu. A bliżej:

iWisher
iWisher
Idea jest prosta. Jeśli potrzebujesz czegoś, bo nie możesz bez tego żyć, albo potrzebujesz dla samej potrzeby posiadania, to możesz dostać – poproś tylko znajomych o dorzucenie się do projektu. W ten sposób już ufundowano kilka projektów – jak zbiórka na klapki Kuboty, zegarek Fossil, buty do biegania. Drobiazgi, czyjeś marzenia, w danym momencie. Tylko produkty, nie ideę, co nie oznacza nic złego, a raczej szalenie ciekawe zjawisko: jesteśmy już w stanie powiedzieć, że czegoś potrzebujemy. Brzmi to śmiesznie, ale myślę, że nie jeden antropolog który prześledził jak Polak tracił samoocenę z roku na rok, od niemniej niż czterdziestu lat, to gruntowna zmiana. Czy wystarczy zasłonięcie Internetem aby przyznać, że mam marzenia – nawet takie drobne? Nie pokój na świecie, ale też buty do biegania?

Na szczególny kudos zasługują dwie rzeczy – pierwsze to pomysł zaktywizowania bloggerów i vloggerów poprzez prywatny film na YouTube dedykowany osobiście każdemu z nich. Doskonały ruch, bo pokazujący sytuację win – win, w której serwis zyskuje ruch i konkretne akcje sponsoringowe, blogger możliwość aktywizacji swojego crowdu w opcji lepszej niż puszczenia tipa gdzieś w kosmos do kieszeni ulubionego twórcy, a na przykład na nowego MGSa, bo wtedy będzie mógł stworzyć z niego gameplayów.

Druga, to blog firmowy, który pokazał mi, że takie miejsca – pomimo siedzenia w branży – mogą mieć wysoką efektywność. Tak naprawdę, najbardziej utarł mi iWisher w głowie. Przeczytajcie sami – relacja z obserwacji chińskiego rynku, tylko jeden krótki akapit:
Rynek e-commerce zniszczył tam praktycznie cały handel detaliczny, Ogromne centra handlowe stoją puste albo przebranżawiają się ze sklepów odzieżowych na restauracje. Nikt albo prawie nikt nie chodzi tam do marketów, de facto większość sieciowych centrów handlowych wycofuje się z Szanghaju czy Chin. Kupują u nich tylko biedacy albo osoby które są wyjątkowo konserwatywne. Jeszcze jako tako trzyma się handel warzywami i owocami, ale w biurze dostałem ulotkę gdzie po zeskanowaniu QR koda mogłem zamówić sobie jabłko z dostawą na biurku. Także pewnie niedługo i ta „ostatnia forteca” padnie.
Fascynujące – i w temacie świadomości świata odwraca mi przysłowiowego kota nie do tyłu ogonem, a co najmniej do góry nogami. Wszystko kwestią zaangażowania, i jeśli widzisz, że otrzymujesz je w takim stężeniu, a nadal w formie brand journalismu, to ktoś widzi w tym misję. Tak samo, jeśli chodzi o responsywność ekipy stojącej za projektem (dzięki za tak szybką odpowiedź!).

Puzzlingo
Puzzlingo
Idea jest niemal tak samo prosta jak przy iWisher – tylko wyklucza przyjęcie pieniędzy do kieszeni. Puzzlingo pozwala na zbiórkę bezpośrednio na wyznaczony cel w ramach oferty partnerów – jak mówią materiały dostarczone przez nich osobiście (dzięki serdeczne!), bo sam serwis jeszcze zbiera listę partnerów. Jak można się domyślić, w takim wypadku zarobkiem serwisu nie jest procent od zbiórki – ale raczej konkretna kwota od partnera za kwotę sprzedaży.

W Puzzlingo organizujesz zbiórkę z racji na swoją okazję, taką jak urodziny. I zamiast cichego liczenia na zbiórki znajomych, czy imprezy niespodzianki, mówisz wprost, stary, w barze będzie wystarczająca ilość trunków, wolałbym, żebyś się zbił z resztą na roczny karnet na siłownię, bo to mnie zmotywuje od ćwiczeń. Tutaj wyjaśnia się to, skąd motyw puzzli – każdy dorzuca swój puzzel do układanki, sponsorując miesiąc czy dwa na siłowni – w sposób policzalny przybliżając każdy krok do realizacji wspólnego celu. Niby bardzo podobne do iWisher, ale tak naprawdę, zupełnie różne. Nie jest to system tak otwarty jak omawiany poprzednik, raczej pozwala na myślenie w obrębie znajomych niż zbierania na typowy przykład crowdfundingowej kampanii spływającej absurem, sałatkę ziemniaczaną, i nadziei na zasięg wpłat znikąd. Puzzlingo to typowo maszynka do robienia urodzin pośród bliskich znajomych. Prosto po to, aby dostarczać prezenty które chce się zatrzymać.

Powstaje fig, czyli crowdfunding dojrzewa

Crowdfunding, według jednej z definicji w tekście który popełnił Michał Połetek, a jaką podał na jego potrzebę Marcin Drews:

Crowdfunding jest dla mnie praktycznym spełnieniem motta „razem można więcej”. To coś więcej niż tylko zbiórka pieniędzy. To interaktywna akcja integrująca społeczność wokół danej idei. Wpłacający stają się interesariuszami, czyli osobami biorącymi udział w realizacji pomysłu. To szalenie ciekawe zjawisko socjologiczne, będące znakomitym testem jakości i nośności finansowanych akcji.

Crowdfunding pozwala na zebranie interesariuszy, którzy chcą wesprzeć pomysł, aby stać się jego częścią, a zatem zebranie środków na istnienie projektu. A co z tymi, którzy chcieliby wyciągnąć z niego wymierne korzyści – nie tylko stanie się częścią idei, ale i partycypowanie w zyskach? Dla tych dotychczas dobra była giełda, ale giełda to maklerzy w szelkach i bez entuzjazmu. I ciężki kawałek wiedzy – bo nawet swojej nie byłbym w stanie przełożyć na kilka prawideł lepszych, niż to poniższe:

Sprzedajecie czekacie czy dokupujecie???????

Posted by Wilk z NewConnect on 20 grudnia 2014


Albo – dosadniej:

Czytelnik zapytał nas co ma zrobić z akcjami po dzisiejszych spadkach. Wilk służy radą.

Posted by Wilk z NewConnect on 16 grudnia 2014


Prawidłami giełdowymi rządzą się rzeczy skomplikowane. Do tego trzeba mieć sznyt, wiedzę, umiejętność nakładania na siebie faktów – nie wystarczy sam entuzjazm i utożsamienie się z projektem jaki anonsuje firma. A przy tym, zakup udziałów nie oznacza wsparcia projektu, a zakup kawałka firmy.

Rozwiązanie pojawiło się ze strony Justina Baileya, a razem z nim kilku innych tuzów branży, z którą powiązane są najgorętsze projekty crowdfundingowe, czyli branży growej. Za nowym serwisem crowdfundingowym fig stoi Brian Fargo, Tim Schafer i Feargus Urquhart, a bliżej – ludzie związani z największymi studiami developerskimi od lat 90tych.

Fig to w założeniu nowy portal crowdfundingowy dedykowany projektom crowdfundingowym łączący trzy strony kluczowe dla pojawienia się gry, uwzględniając – z zasady – finansowanie społecznościowe. Pierwsza to sam fakt zbiórki, druga pomoc ekspertów najwyższego sortu przy doprowadzaniu projektu do końca, trzecia – wsparcie studia już po zakończeniu zbiórki. Ostatni punkt brzmi to enigmatycznie, ale najprawdopodobniej oznacza pomoc w wydaniu produktu, jakim jest zakończona gra. W kontekście zbiórek przy „standardowym” crowdfundingu zmieniają się dwie istotne rzeczy – zmienia się pojęcie wspierającego, który de facto inwestuje w projekt i partycypuje w ewentualnych zyskach. Póki co, jest to opcja dla potwierdzonych inwestorów, ale z założenia ma być jednak otwarta dla wszystkich. Druga to wsparcie po zakończonym projekcie. Co to może oznaczać przy realizacji projektu? Prawdopodobnie pomoc w wydawaniu gry. Czy oznacza to wzięcie pod skrzydła fig przy wydawaniu gry, czy łatwiejsze sforsowanie Steam Greenlight z racji na siłę tłumu skoncentrowaną w serwisie – ciężko ocenić.

fig zdecydowanie ma prawo się udać. Po pierwsze, gry to poważny biznes – i to od etapu konceptu, przez produkcję i testowanie, aż po jej wydanie (i to w samej wersji cyfrowej), bo każdy z tych etapów to de facto całą gałąź rynku. A skoro jedne z największych mózgów świata odpowiedzialne za konstrukcję tego biznesu zapowiadają, że studia developerskie takie jak Double Fine, inXile i Obsidian Enteraintment będą kolejne zbiórki organizować właśnie na fig – oznacza, że coś poważnie dojrzewa w zdawałoby się napędzanym entuzjazmem crowdfundingu. Branża składająca się z setek warstw obrasta w ekspertów zajmujących się wąską garstką z nich. A zresztą, skracając wywód – kojarzycie zbiórkę na Pillars of Eternity, grę, którą wsparło 73 986 backersów średnią kwotą 53,88$ (łącznie 3 986 929$)? Przy następnym projekcie Obsidian Entertainment możecie być jednym z nich – i mieć zwrot ze wsparcia. Według SteamSpy, grę posiada 450k użytkowników Steama, a w najtańszym tierze kosztowała ona 44.99$.

Donate Now – wsparcie dla organizacji charytatywnych

Życie organizacji non-profit to raczej nie kwestia jednego projektu, a całego cyklu trwania w pewnych działaniach – stąd crowdfunding jest dobrym pomysłem, ale na start działań, nie ciągłe ich podtrzymywanie. Od pewnego czasu, organizacje non-profit mają nowy sposób na zbiórkę – także przez media społecznościowe. Pierwsze informacje o wprowadzeniu opcji Donate Now dały się słyszeć w 2013 roku, ale dopiero w kwietniu 2015, po trzęsieniu ziemi w Katmandu, opcja pojawiła się szerzej widoczna – i dostępna w formie maksymalnie transparentnej dla organizacji non-profit.

Czytaj więcej

Jak wykorzystać trend w sieci?

Internet strasznie przyspieszył. Początkowo był korzeniem definicji nowych mediów, jeszcze wtedy, gdy tworzenie własnego słupa informacyjnego w sieci wymagało wiedzy o kodowaniu. Mijał czas, a świat oswajał się z biblioteką aleksandryjską dostępną w kilka kliknięć, a sieć powoli dorastała. Komunikacja przetoczyła się ze skrzynek e-mailowych na fora internetowe, które stały się fundamentem mediów społecznościowych. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, gdy każdego można znaleźć co najmniej w dwóch nie pionowo, a poziomo rozbudowanych sieciach społecznościowych, fora internetowe są niemal tak mozolne jak skrzynki e-mailowe, które czasu już nie kradną, a co najwyżej skrzynki listom.

Czytaj więcej

Has crowdfunding gone too far? 2 – show must go on

maxresdefault

Shenmue 3 było jednym z tych sequeli, który zdążył przez całe lata obrosnąć w dosyć silną legendę, tak jak niegdyś Duke Nukem Forever, który na developie stygł i rozpalał do czerwoności przez piętnaście lat developmentu. Jest jedna różnica – Shenmue nie było grą pecetową, a wiecznym exclusivem na Dreamcasta w epoce, gdy istniały gry które miały status wiecznego exclusive.

Zatem czternaście lat po wydaniu drugiej części Shenmue, na najgorętszej imprezie branżowej świata od lat – E3, i na panelu Sony – jednym z najbardziej oczekiwanych – pojawia się Yu Suzuki zapowiadający kontynuację. Przez akcję na Kickstarterze.

YuSuzukiAdamBoyes

W zasadzie, nawet nie zwróciłem uwagi na ten plan – jesteśmy Sony, zajmujemy co najmniej istotny kawałek rynku w CAŁYCH nowych technologiach i entertainmencie, dlatego grę, która jest pewnym sukcesem, postaramy się sfinansować od fanów. Pewnie dlatego, że na początku miało to ręce i nogi. Informacja w momencie zapchanych kanałów przez E3 mogłaby zniknąć w wyliczankach zapowiedzi, nie tym razem, bo sama kwestia oddania Shenmue 3 w ręce fanów zasługuje na newsa. A są gry, które wykazują tendencyjność skorelowaną do konkretnych mediów jak Hatred, które forsując założenia etyczne na wskroś odbiło się sukcesem w ciągu godzin, bo obrosło odpowiednią kontrowersją, przez co sama ciekawość wielkiej puli graczy przełożyła się na gigantyczną sprzedaż. Tutaj nie dość że informacja nie umknęła zainteresowanym, to mieli jeszcze oni okazję wyrazić swoje uznanie tipem.

Początkowo kampania płynęła rekordowo. W ciągu dziewięciu godzin udało się zebrać dwa miliony dolarów, ustanawiając przy tym nowy rekord w tempie zbierania na projekt globalnie. Początkowo pierwszym progiem przejścia do produkcji miało być 5 milionów $, czyli mamy 2/5 w dziewięć godzin – nie może się nie powieść, jak się jednak okazuje, na miesięczny projekt potrzeba jest 10 milionów $ aby stworzyć najbardziej otwarty świat w historii gier. Open world to ta magiczna cecha, która nadal mogłaby być wypisywana na wersjach pudełkowych gier w miejscu równie honorowym co jej polonizacja, czyli tropem zasady make my logo bigger. Skoro tak, to nadal jesteśmy w 20% celu w dziewięć godzin i to nadal świetny wynik, tylko powoli zatraca się istota zbiórki, bo Shenmue 3 bez otwartego świata to nie Shenmue 3. No i nadal, budowane jest to na plecach giganta, który też może być pewien efektu z racji na siłę pozycji i siłę swoich kanałów sprzedaży. Ostatecznie, budżet w który zbiórka miała celować to 20 mln $ – już nie do końca wiedząc skąd.

Największy błąd jaki popełniono przy planowaniu kampanii to brak odpowiedniej komunikacji. Gigantyczny pik zainteresowania, jak zawsze zresztą, miał miejsce w pierwszych godzinach. Większość projektów klaruje się właśnie wtedy i jeśli wtedy nie pozyska zainteresowania, ciężko jest nadrobić ten proces. Projekt ma być bombą, a kilka spojrzeń ma przekonać do tego czy zbiórka jest godna wsparcia i czy jest wspierana. Social proof na którym stoi cały crowdfunding, klepanie po plecach ludzi, którym się chce i z których pomysłami chce iść się w parze. Strategia komunikacji Sony miała jedną dziurę. Przy projektach tego formatu, opartych na tak silnych plecach, nie da rady zgrabnie pójść tropem działania reaktywnego, wszystkie ścieżki powinny być zaplanowane odgórnie, bez palenia mostów. Jeśli poziom zbiórki się podwyższa, a cała armia najszybszych backersów przestaje rozumieć dlaczego ich dolar stracił na wartości, zbiórka traci transparentność. Jakby mieli to zebrać zgrabnie, powinni na poziomie spadków tempa w zbiórce powiedzieć „hej, hehe, coś troszeczkę nie idzie, ale nie ma sprawy, powiedzieliśmy że wesprzemy ten projekt, więc bierzemy to na siebie”. Mają jeszcze chwilę blasku zamiast wysypu newsów o zakończeniu zbiórki na poziomie zebrania 6 mln $ z 20 mln $ potrzebnych. Ale i tutaj się wybronili, bo show must go on – i każdy repost newsa o zakończonej zbiórce grzeje się artem ze strony ze zbiórką:

photo-original

A gra będzie – chociaż nie wiadomo do końca dlaczego miała być, lub miałaby nie być. Zabrakło kwantyfikatorów, za mało to wszystko stałe. Generalnie, jak koncerny chcą zbierać kasę na projekty które są w stanie nazwać ryzykownymi, to mają sporo pułapek po drodze, bo tutaj nie grają na swoich zasadach. To chyba był szok, ale cel zasięgowy i tak osiągnęli – w większym stopniu niż ten finansowy.

Społeczne zmienianie kultury – wywiad z Hanią Raniszewską i Dobrawą Czocher

Grzegorza Ciechowskiego znam już – albo dopiero – koło dziesięciu lat. W pewnym sensie pokazał mi w ogóle muzykę klasyczną. Prezentował ją w trochę bardziej strawny sposób, bez całej tej rozbuchanej atmosfery wokół, która jeśli nie jesteś w samym środku muzyki klasycznej, to nie czujesz, że możesz tam wejść. Długo tak myślałem. Wtedy pojawiła się Dobrawa Czocher i Hanna Raniszewska, które postanowiły zmienić i moje postrzeganie całej tej galaktyki instrumentów klasycznych przy swoim projekcie.

Czytaj więcej

Władza w ręce tłumu

Dzisiaj rozmawiam z przedstawicielami Superpartii, nowego, zagadkowego tworu politycznego, którego narodziny udało mi się namierzyć. Są to startupowcy z krwi i kości którzy udowadniają innowacyjność polskiej myśli technicznej, tak nękanej kolejnymi regulacjami, bądź ich niedopasowaniem do globalnej myśli o technologiach. Postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, bo skoro startup nie jest wystarczajcy aby zmienić ekosystem w całym szeregu dogmatów politycznych, trzeba je zmienić bezpośrednio od środka. Celem uproszczenia polityki, budowanej bezpośrednio rękami społeczności.

Dawid Pacha – startupowiec, marketingowiec, networker.

Andrzej Marek – startupowiec, programista, designer.

Łukasz Holeczek – startupowiec, programista, szkoleniowiec.

Maciek Mikos – dziennikarz, marketingowiec, freelancer.

Czytaj więcej

Walutą w crowdfundingu jest ryzyko

W XIII wieku postęp gospodarki był uzależniony w stopniu kluczowym od rozwoju narzędzi – to one stanowiły o tym, czy ziemia będzie lepiej przygotowana na przyniesienie plonów, a same ich oporzędzenie, czyli jakość, i zbiór był ponownie zależny od narzędzi. To warunkowało kapitał na najniższej drabinie przemysłu spożywczego. Pewne rzeczy, tak jak susza, były wartością losową, wpisaną jako parametr ryzyka. Oczywiście, podchodząc do zagadnienia w więcej niż telegraficznym skrócie.

W XXI wieku nadal istotne są narzędzia, bo o ile nie o przemyśle spożywczym będziemy mówić – to o nowych technologiach, mediach nowych, a i jeszcze nowszych, idąc za słuszną definicją Paula Levinsona. O ile bliżej nam do kontroli pogody i zjawisk meterologicznych niż kiedykolwiek, tak samo jak do kontaktu z tłumem, a nawet jego zaangażowaniem pośród wyznaczonych celów, tak parametr ryzyka tylko się zwiększył. Pomówmy o zarządzaniu ryzykiem na kilku prostych przykładach własnie.

Czytaj więcej